Malczewskiego to etap, gdy po raz pierwszy dostrzegłam zabiegi magiczne Rudej. Niby nic, ale tajemnicza mina sygnalizowała, że oto zaczyna się knucie. Znacie takie szelmowskie spojrzenie do środka, konspirację z własną myślą? Myślą tak pełną życia, że szuka sobie towarzysza. I lepi go sobie z tęsknoty i powietrza. I to on zasługuje na sztamę z dzieckiem, na intymną konspirę, nie wy. Ten fascynujący ktoś ma was gdzieś, wygrywając z wami bez większego wysiłku pojedynek na wtajemniczenia. Ten ktoś, kto podkrada uwagę dziecka, uprowadza jego uczucia, a wam nigdy nie odsłoni fantomatycznej twarzy. Na tym polega przecherność sojuszu. Matka raptem ląduje za płotem relacji i może sobie węszyć, może krążyć z rękami w kieszeniach, próbując z miny swojego dziecka wydedukować profil konkurenta, porywacza. Może sobie.