Wczoraj byłaś zła na zielono
Eliza Kącka — Powieść obyczajowa i romans

Mal­czew­skie­go to etap, gdy po raz pierw­szy do­strze­głam za­bie­gi ma­gicz­ne Ru­dej. Ni­by nic, ale ta­jem­ni­cza mi­na sy­gna­li­zo­wa­ła, że oto za­czy­na się knu­cie. Zna­cie ta­kie szel­mow­skie spoj­rze­nie do środ­ka, kon­spi­ra­cję z wła­sną my­ślą? My­ślą tak peł­ną ży­cia, że szu­ka so­bie to­wa­rzy­sza. I le­pi go so­bie z tę­sk­no­ty i po­wie­trza. I to on za­słu­gu­je na szta­mę z dziec­kiem, na in­tym­ną kon­spi­rę, nie wy. Ten fa­scy­nu­ją­cy ktoś ma was gdzieś, wy­gry­wa­jąc z wa­mi bez więk­sze­go wy­sił­ku po­je­dy­nek na wta­jem­ni­cze­nia. Ten ktoś, kto pod­kra­da uwa­gę dziec­ka, upro­wa­dza je­go uczu­cia, a wam ni­g­dy nie od­sło­ni fan­to­ma­tycz­nej twa­rzy. Na tym po­le­ga prze­cher­ność so­ju­szu. Mat­ka rap­tem lą­du­je za pło­tem re­la­cji i mo­że so­bie wę­szyć, mo­że krą­żyć z rę­ka­mi w kie­sze­niach, pró­bu­jąc z mi­ny swo­je­go dziec­ka wy­de­du­ko­wać pro­fil kon­ku­ren­ta, po­ry­wa­cza. Mo­że so­bie.