Skinęła głową. W tamtym rejonie tak zwane Państwo Islamskie poczynało sobie coraz śmielej, wchodząc w kolejne starcia z Gwardią Narodową. Szczególnie łakomy kąsek dla terrorystów stanowiły magazyny z bronią – byli gotowi zakładać pasy szahida i rezygnować z tradycyjnych ataków w zaludnionych miejscach, bo Rosgwardia gromadziła niemały arsenał. Najczęściej jednak nie odnosili sukcesów, a dodatkowo narażali się na kontrataki ze strony Rosjan. Tak jak w tym wypadku.
– Żołnierze z pułku artyleryjskiego rozbili kilka placówek dżihadystów – ciągnął Korodecki. – W jednej z nich znaleźli fałszywe polskie prawo jazdy.
Seyda czekała na ciąg dalszy, ale Hubert umilkł, jakby ta szczątkowa wiedza miała jej wystarczyć do zrozumienia powagi sytuacji.
– I? – zapytała Daria.
– Wygląda na to, że szykowali się do złożenia wizyty w Polsce.
– Bo mieli w dziupli prawo jazdy?
– Podrobione.
– W każdym supermarkecie dostaniesz parówki, Hubert.
Korodecki wyraźnie nie wiedział, do czego zmierza.
– Podrobione mięso – wyjaśniła. – I nikt nie twierdzi, że producenci chcą nas wymordować.
– Nie?
Skwitowała to milczeniem.
– NAK w każdym razie uznał, że sytuacja jest poważna – dodał Korodecki.