Pobiegła w dół, uważając, aby nie przeszarżować, kolana nie lubią takich przeciążeń. Zbiegało się dobrze, mimo niezbyt pewnego gruntu stopy się nie ślizgały, uszy wypełniał szum wiatru, ale go nie zauważała, dla niej było tu cicho niczym w opuszczonym kościele. Czyż Bieszczady nie były jedną wielką, zieloną, cichą i pachnącą lasem świątynią?
Zatrzymała się gwałtownie, aż poczuła ból ścięgien. Coś usłyszała. Krzyk?
Rozejrzała się, ale mgła otulała ją ze wszystkich stron. Nie była gęsta, nie ograniczała widoczności, jednak sprawiała wrażenie, jakby przebywała w zamkniętej hali, wyciszonej, odizolowanej od świata.
Zrobiła kilka szybkich wdechów i wydechów, żeby móc na chwilę zatrzymać powietrze w płucach, ale nie, nie słyszała niczego podejrzanego. Kompletnie niczego.