1.
Orliczyn, 1939
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, otulając pomarańczową poświatą soczyście zielone łąki i odbijając światło na tafli niewielkiego jeziora. Horyzont wyznaczała linia ciemnego gęstego lasu, a ścieżki przecinające pola przypominały wijące się cienkie wstążki.
Dla Wissariona Zinowjewa wiosna oznaczała jednak wzmożone prace polowe i robotę od świtu do nocy. Nie narzekał, ponieważ uciekając ze Związku Sowieckiego, nauczył się, że szczęście to nie euforia i ciągła ekscytacja, ale spokój i brak zmartwień.
Odkąd otrzymał stanowisko zarządcy w dworku Walewskich, wiodło mu się zupełnie dobrze, a głód, który był jego udziałem jeszcze kilka lat wcześniej, stał się tylko mglistym, chociaż bardzo ponurym wspomnieniem. Starał się nie wracać myślami do tego strasznego czasu, jednak niekiedy wyobrażał sobie, że pewnego dnia zobaczy swoich rodziców, dziadków i młodszych braci. Jakby wciąż, nawet po tylu latach, nie chciał przyjąć do wiadomości, że z całej rodziny Zinowjewów z Nikołajewki pozostał mu jedynie brat, Stiepan. I Nadia, nosząca teraz dumnie nazwisko Osadkowska, choć ona do rodziny Zinowjewów nigdy nie należała.