Po tych słowach rozległy się chichoty i szuranie, a goście zaczęli się rozglądać i przyglądać sufitowi, krzesłom, lampie naftowej na stole, świecom oraz dywanowi. Charlie Frost nie spuszczał oka z Lydii. Nie wyglądała na spiętą. Obróciła się jak fryga, pokazując, że nie ukrywa niczego pod spódnicą, a potem bardzo swobodnie usiadła, uśmiechając się do wszystkich. Wyskubała z rękawa wyprutą nitkę i odczekała, aż goście się uspokoją.
– Doskonale – rzekła, gdy wszyscy znów skupili uwagę na niej. – Skoro jesteśmy już usatysfakcjonowani i gotowi, zgaszę lampę i zaczekamy na przybycie Anny.
Pochyliła się i zgasiła płomień, pogrążając wszystkich w półmroku światła świec. Po kilku chwilach ciszy rozległo się pukanie do drzwi salonu i Lydia Wells, wciąż manipulując coś przy lampie, zawołała:
– Wejść!
Drzwi się otworzyły, a siedmiu mężczyzn odwróciło głowy. Frost, który na chwilę zapomniał o poleceniach Pritcharda, też spojrzał w tamtą stronę.