Gdy szedł dalej, zaświtała mu nagła myśl. Zakładał, że klinika ma związek ze zdrowiem psychicznym Robin, ale co, jeśli...
Telefon w jego dłoni zadzwonił: numer agencji.
– Halo?
– Pan Strike? – W jego uchu rozległ się skrzekliwy głos przerażonej Denise. – Panie Strike, czy mógłby pan jak najszybciej tu przyjść? Proszę... jest tu jakiś pan... chce z panem bardzo pilnie rozmawiać...
W tle rozległ się donośny huk i krzyk jakiegoś mężczyzny.
– Proszę, niech pan przyjdzie najszybciej, jak to możliwe! – zawołała Denise.
– Zaraz będę! – wrzasnął Strike, niezgrabnie puszczając się biegiem.
Ale on nie wygląda tak, żeby go było można wpuścić do salonu.
Henrik Ibsen, Rosmersholm
Dysząc i czując ból w prawym kolanie, Strike chwytał się poręczy i podciągał na niej, żeby pokonać ostatnich kilka stopni metalowych schodów prowadzących do jego agencji. Za szklanymi drzwiami rozbrzmiewały dwa podniesione głosy: jeden męski, a drugi damski – piskliwy i wystraszony. Gdy Strike wpadł do środka, Denise, która przywarła plecami do ściany, wydała z siebie zduszony okrzyk:
– Och, dzięki Bogu!