TYDZIEŃ PIERWSZY
FREDRIK UPEWNIA SIĘ po raz chyba setny z kolei, że nic nie widać przez plastik. Nie chciałby spalić niespodzianki. Letnie słońce piecze w twarz, na dworze jest pewnie ze dwadzieścia dziewięć stopni. Mimo upału postanawia się przejść z biura przy Skanstull do przedszkola Ossiana w pobliżu Zinkensdamm. Jest środa, ale udało mu się wyjść nieco wcześniej niż zwykle. W taki upał nikomu nie chce się drobiazgowo przestrzegać godzin pracy, większość kolegów już przesiaduje w jakimś ulicznym ogródku, w cieniu, nad szklanką piwa.
Spacer zabiera mu około dwudziestu minut, ale i tak powinien był zabrać ze sobą butelkę wody z uwagi na upał. Marynarkę musiał ściągnąć, a rękawy koszuli podwinąć. Przepocona koszula lepi się do pleców, ale nie szkodzi. Dziś jest dokładnie tak, jak powinno być.
Znów sprawdza torbę. Pudło z zestawem Lego Technic jest tak duże, że prawie wystaje nad uchwyty. McLaren Senna GTR. Zamiłowanie Ossiana do aut jest prawdziwą zagadką, bo Fredrik i Josefin są – by tak rzec – aktywnie niezainteresowani samochodami. Ojciec i syn podzielają natomiast zamiłowanie do budowania z klocków Lego.
Na pudełku napisano, że zestaw jest przeznaczony dla dzieci od lat dziesięciu, a Ossian ma dopiero pięć, ale Fredrik wie, że syn poradzi sobie z tym bez problemu. Taki jest sprytny. Czasem nawet sprytniejszy od swego taty, myśli Fredrik i śmieje się głośno do słońca. Tak jest, od swego superinteligentnego taty, który właśnie kupił prezent oznaczający, że w jeden z najpiękniejszych dni lata będą przez wiele godzin tkwić w domu. Tak, tak. No trudno. Jutro na pewno też będzie piękna pogoda.
Zresztą Ossian i tak spędził cały dzień na dworze. Jest mu to bardzo potrzebne, inaczej zaczyna chodzić po ścianach w domu, chyba że akurat bawi się klockami Lego. Josefin mówi czasem, że zastanawia się, czy nie należałoby pójść z nim do lekarza, chociaż na razie tego nie planują. Jak dotąd jego żywość wydaje się czymś pozytywnym, zwłaszcza w porównaniu z innymi dziećmi w przedszkolu, które już w chwili odbierania przez rodziców rzucają się na ich telefony. Coś okropnego.
Fredrik dochodzi do przedszkola Backens i patrzy na zegarek. Mimo upału szedł tak szybko, że dotarł trochę przed czasem. Dzieciaki pewnie są jeszcze w parku Skinnarvik.
Ey, sexy lady, nuci Fredrik, wchodząc na wzniesienie za przedszkolem.
Gangnam Style to teraz ulubiona piosenka Ossiana. Fredrik uśmiecha się i myśli sobie, że pozostaje tylko się poddać. Ćwiczyli nawet choreografię z teledysku.
Na wzniesieniu znajduje się spory plac zabaw dla dzieci, rośnie też kilka dużych drzew. Dla Ossiana to wręcz las, a chłopiec kocha przebywać w lesie.
Oppan Gangnam Style, podśpiewuje Fredrik, a dzieciaki sięgające mu tylko nieco ponad kolana podnoszą na niego zdziwione oczy i zaraz wracają do zabawy.
Dzieci są w żółtych kamizelkach z wymalowanym logo różnych przedszkoli. Plac zabaw jest bardzo popularny, słychać krzyki i śmiechy. Lego Technic będzie chyba na kiedy indziej. To dzień stworzony do zabawy w chowanego między drzewami. Nie muszą się spieszyć do domu, Josefin obiecała, że zajmie się obiadem. Rozejrzawszy się, Fredrik dostrzega Toma, jednego z nauczycieli przedszkola Backen.
– Cześć! – mówi, uśmiechając się do Toma, który właśnie wyciera grubego gila jednemu z dzieci.
– Opp opp opp opp – podśpiewuje Tom w odpowiedzi. – Zgadnij, kto dziś wybierał muzykę do zajęć z rytmiki.
– Ostrzegałem was. Przed upływem tygodnia będziecie tu mieć trzydzieścioro dzieciaków tańczących Gangnam. Nie wiesz, gdzie jest mój geniusz tańca? Jakoś go nie widzę.
Tom kończy wycierać nos dzieciaka i zastanawia się.
– Sprawdź koło huśtawek – mówi w końcu. – Ossian lubi tam posiedzieć.
No jasne. Jak nie biega, to lubi się huśtać. A właściwie posiedzieć sobie na huśtawce. To jego azyl, nikt mu tam nie przeszkadza w rozmyślaniach o ważnych sprawach.
Fredrik idzie do huśtawek. Wszystkie są zajęte, ale Ossiana nie ma na żadnej. Właśnie odchodzi stamtąd Felicia, jedna ze starszych koleżanek Ossiana w przedszkolu. Dogania ją.
– Cześć, Felicia, widziałaś może Ossiana?
– Tak, ale to było wcześniej.
Fredrik marszczy czoło. Pojawia się niejasne wrażenie, że coś jest nie tak. Fredrik oczywiście zdaje sobie sprawę, że to irracjonalne, że to tylko jego nadopiekuńczy radar rodzicielski, który alarmuje zawsze wtedy, gdy może zdarzyć się coś złego, niezależnie od tego, czy coś na to wskazuje. Na sawannie mógł to być przejaw instynktu przetrwania, ale teraz jest zupełnie nieuzasadniony, podpowiada mu zdrowy rozsądek. Jednak to i tak na nic, bo Fredrik wciąż ma to nieprzyjemne wrażenie, jak od zimnego podmuchu wiatru w kark. Pudło z klockami Lego, które przedtem wydawało się takie fajne, teraz wyraźnie mu zawadza, gdy pospiesznie wraca do Toma.
– Koło huśtawek też go nie ma – mówi.
– Dziwne.
Tom zerka na listę odhaczonych nazwisk dzieci.
– Powinien być… zaraz, Jenya już wróciła do przedszkola z maluchami. Mógł pójść z nimi, żeby iść do toalety, i już tam został. Przepraszam, Jenya powinna powiedzieć, że go zabiera. Ale wiesz, jak jest.
Owszem, Fredrik wie i wzdycha lekko. Wrażenie, że coś jest nie tak, ustępuje. Tom i Jenya są doskonałymi nauczycielami, ale dzieci mają własną wolę i niezawodną zdolność znalezienia się nie tam, gdzie człowiek spodziewa się je zastać. Fredrik wręcz współczuje Tomowi, widząc jego zawstydzoną minę. Choć na dzieci trzeba uważać. Niejeden rodzic zrobiłby już awanturę.
– Jasne – odpowiada. – Miłego popołudnia, Tom, i do zobaczenia! Oppa oppa!
Fredrik zbiega z górki do przedszkola. Drzwi są otwarte. Wchodzi do szatni, gdzie są oznaczone nazwiskami wieszaki na okrycia i szuflady na zapasowe ubrania. Na wieszaku Ossiana nic nie wisi. Jeśli poszedł do łazienki, jego kurteczka może leżeć tam na podłodze. Albo mogła zostać w parku, ponieważ jest gorąco. Fredrik nie powinien był nawet zakładać mu tej kurtki w taki dzień. Wygłupił się. Dziecku musiało być strasznie gorąco.
Fredrik wchodzi do środka, nie zawracając sobie głowy zdejmowaniem butów.
– Ossian? – woła, pukając w pierwsze z brzegu drzwi do toalety. – Jesteś tam?
Jenya idzie do niego korytarzem. Za nią dwulatki chlapią na siebie farbą do malowania palcami, wrzeszcząc z zachwytem i przerażeniem jednocześnie.
– Cześć – odzywa się Jenya. – Zapomnieliście czegoś? Ossian jest w parku z Tomem.
Uczucie, że coś jest nie tak, wraca tak szybko, że prawie zwala go z nóg. To już nie jest podmuch zimnego wiatru na karku, tylko wrażenie, jakby dostał pięścią w brzuch.
– Nie ma go w parku – odpowiada Fredrik. – Właśnie wracam stamtąd. Tom myślał, że poszedł z wami.
– Nie, tutaj go nie ma. Sprawdziłeś koło huśtawek?
– Tak. Nie było go tam, przecież mówię. Cholera.
Fredrik odwraca się na pięcie i wybiega. Zdarzało się już, że któreś dziecko uciekło z przedszkola. Choćby Felicia. Zanim w przedszkolu się zorientowali, udało jej się dojść do samego domu. Jej rodziców pewnie do dziś boli brzuch po tym. Ciekawe, czy można się do czegoś takiego przyzwyczaić? Fredrik nie znosi tego uczucia.
Biegnie z powrotem na wzniesienie. Cholerne pudło z klockami obija mu się o nogi. Wszędzie wpada na dzieci. Rozgląda się desperacko, jednocześnie stara się uspokoić, bo panika na pewno mu nie pomoże. Jednak Ossiana tu nie ma.
Żadne z dzieci nie jest jego synem.
Tom robi wielkie oczy, widząc powracającego Fredrika. Wydaje się, że od razu zrozumiał.
– Przecież on tu musi być – mówi Fredrik, upuszczając torbę z pudłem, żeby móc się poruszać szybciej.
Tom wypytuje dzieci znajdujące się najbliżej, czy któreś widziało Ossiana. Domki do zabawy. Mógł się tam schować. Fredrik biegnie tam, ale z daleka widzi, że są puste. Gdzie jeszcze mógłby… Chyba nie poszedł między drzewa? Sam? Ktoś powinien był to zauważyć?
Felicia.
Powiedziała, że przedtem widziała Ossiana.
Fredrik wraca do Toma i pozostałych dzieci. Z wysiłku drapie go w gardle, pot leje mu się z czoła i po kręgosłupie. Felicia, posługując się wiaderkiem, buduje wieżę z piasku. Jak gdyby nigdy nic. Jakby świat nie rozpadał się właśnie na kawałki.
– Felicia – zwraca się do niej, starając się nie okazywać szalejących w środku emocji. – Mówiłaś, że widziałaś przedtem Ossiana. Kiedy to było?
– Jak rozmawiał z tą głupią panią – odpowiada dziewczynka, nie podnosząc wzroku znad swojej budowli.
– Głupią… – zaczyna Fredrik i chrypnie. – Czy ta pani była stara?
Felicia kręci zdecydowanie głową, jednocześnie wyrównując wieżę łopatką.
– Nie stara – mówi. – Ona była jak moja mama. Mama miała niedawno urodziny i ma trzydzieści pięć lat.
Fredrik przełyka ślinę. Nieznajoma osoba. Przyszła i rozmawiała z jego dzieckiem. Nie nauczycielka i nie mama. Jakaś nieznajoma. Fredrik kuca obok Felicii, powstrzymując chęć, żeby potrząsnąć dziewczynką.
– Wiesz, kto to był? – spytał, starając się nie krzyczeć. – I dlaczego mówisz o niej głupia?
Felicia podnosi na niego wzrok, w oczach ma łzy. Fredrik musi zrobić krok w tył, żeby nie stracić równowagi. Czyta to w jej spojrzeniu; wie aż za dobrze, co się stało. Co nie powinno się nigdy stać. Co nie może się nigdy stać.
– Te jej samochodziki wcale mnie nie ciekawiły – mówi Felicia. – Chociaż Ossianowi się podobały. Ale chciałam pogłaskać szczeniaczki. Mówiła, że ma pieski w samochodzie. Jednak nie pozwoliła mi pójść z nimi. Tylko Ossian miał je zobaczyć. A potem poszli.
Fredrik czuje, jak otwiera się przed nim czarna dziura, do której bezwładnie wpada.
Kult
Kult to druga część trylogii autorskiego duetu Läckberg & Fexeus. W sztokholmskiej dzielnicy Södermalm uprowadzony zostaje pięcioletni Ossian. Natychmiast rusza dochodzenie. Do policyjnego zespołu Miny Dabiri dołącza negocjator Adam Blom, który dostrzega podobieństwa do wcześniejszej sprawy – niestety o tragicznym finale. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem porwań będzie...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio