ROK 2023
1
Restauracja Concept 13, Vitkac
Wieczór się kończył, a noc wypełniała się muzyką. Kilkunastu ludzi z listy najbogatszych Polaków opróżniało butelki win, które kosztowały tyle co mały samochód. Kelnerki kręciły się między nimi, udając, że nie widzą spojrzeń, które prześlizgiwały się po ich ciałach, a zespół grający na żywo smoothjazzowe kawałki dawał z siebie wszystko, zupełnie jakby było to zwieńczenie jego kariery.
Cała przestrzeń została wynajęta na potrzeby szczytnego celu – niepublicznej zbiórki pieniędzy dla samotnych matek, które wojna zmusiła do ucieczki z Ukrainy. Zgromadzeni biznesmeni zgodzili się pozostać anonimowi, do wiadomości mediów trafić miała jedynie ostateczna kwota, lecz nie nazwiska tych, którzy ją zebrali. Godny pochwały gest dobrej woli.
W rzeczywistości jednak wszyscy ci ludzie bez zahamowań pochłaniali kawior z rosyjskich bieług i jesiotrów, handlowali z ruskimi spółkami przerejestrowanymi na Cypr albo skupywali ropę z Uralu za pośrednictwem indyjskich słupów.
Piotr Langer czuł się nimi zbrukany.
Był tu tylko dlatego, że sam zorganizował ten event dla założonej jakiś czas temu fundacji. Niepojawienie się byłoby potraktowane jako wyjątkowo podejrzane faux pas. A co jak co, ale pozory były dla niego istotne. Wdał się więc w small talk z kilkoma potentatami branży farmaceutycznej, budowlanej i logistycznej, potem wymienił parę uprzejmości z innymi.
Wszyscy tutaj byli miałcy. Wszystkimi gardził. Może z wyjątkiem dwóch osób.
Obydwie kobiety były w podobnym wieku. Flirtował z nimi od początku wieczoru, początkowo tylko posyłając im krótkie, acz wymowne spojrzenia, potem bez pardonu wlepiając wzrok w ich ciała.
Jedna była blondynką, druga brunetką. Wciąż nie mógł zdecydować, która zasługuje na więcej jego uwagi.
W końcu los postanowił za niego. Ta z jaśniejszymi włosami podeszła sama do baru, pozbywszy się dotychczasowego towarzysza wieczoru. Piotr przeprosił biznesmena, z którym rozmawiał, a potem powoli się do niej zbliżył.
Położył jedną rękę na barowym blacie, drugą wsunął w kieszeń spodni. Ostentacyjnie nie zwracając uwagi na siedzącą obok blondynkę, zamówił bourbona z lodem. Potem leniwie się do niej obrócił.
Przyglądając się jej zgrabnej figurze, nie odzywał się słowem. Ona zaś patrzyła przed siebie, niby go ignorując, choć niewielki uśmiech zdradzał, że jest świadoma spojrzenia, które przyciąga.
Langer oczami wyobraźni widział głębokie cięcia, jakie mógłby wykonać na tym ciele. Miejsca, w które nóż wchodziłby jak w masło. I te, gdzie należało uderzyć młotkiem, by połamać jak najwięcej kości.
– To jest chyba ten moment, kiedy powinieneś rzucić jakimś tekstem – odezwała się półgębkiem kobieta.
Piotr milczał.
– Typu: „Hej, w końcu podszedłem. Czyli zostały ci jeszcze dwa życzenia” – dodała.
Miała jedwabistą, dobrze nawilżoną i naprężoną skórę szyi. Wyobrażał sobie, jak ją odciąga, a potem przerywa naczynia krwionośne. Jak odchyla jej głowę na bok, by krew wydostała się z jeszcze większą swobodą z jej ciała.
– Naprawdę? – rzuciła. – Nie masz nic w zanadrzu?
– Nie muszę mieć.
Blondynka prychnęła cicho, a potem przesunęła palcem po obwodzie czaszy kieliszka, z którego piła białe wino. Piotr się wzdrygnął.
– Nie powinnaś tego robić – odezwał się.
– Hm?
– Dotykać miejsca, z którego pijesz.
Kobieta zerknęła na niego kątem oka, po czym nagle wsadziła kciuk do jego szklanki i przysunęła ją sobie. Wzięła łyk i mu ją oddała.
– Na każdym centymetrze kwadratowym naszych rąk jest mniej więcej tysiąc pięćset bakterii – powiedział Langer, patrząc jej w oczy.
Były duże, z mieszanką pigmentów wywołującą nierównomierne rozmieszczenie barwników w tęczówce. Tak zwane oczy mieszane albo przejściowe. Te były jasne, piwno-zielone. Kołatała w nich nieufność wobec świata, ale także jakieś przekonanie o tym, że ich posiadaczka jest w stanie poradzić sobie ze wszystkim, co zrzuci na nią los.
Jakże złudne.
Piotr przypatrywał się im w milczeniu, wyobrażając sobie, jak ostry sztych noża powoli wygina rogówkę, a potem przebija ją i źrenicę, by przez soczewkę dostać się do ciała szklistego.
– Czyli jesteś jednym z tych? – odezwała się, wyrywając go z zamyślenia.
Nie był jednym z żadnych. Ta kobieta nie miała jednak o tym bladego pojęcia. Nie wiedziała, kogo właśnie do siebie dopuściła.
– To znaczy?
– Tych, którzy zamiast słabymi tekstami na podryw rzucają ciekawostkami? – wyjaśniła.
– To nie ciekawostka, ale fakt.
– Który mogłeś zachować dla siebie – odparła, przysuwając bliżej niego szklankę. – A jednak postanowiłeś się nim podzielić.
Nie miał zamiaru pić tego bourbona, nie po tym, jak rozmówczyni dotknęła ścianki. Skinął na kelnera i dał mu znać, by nalał kolejną porcję do innego szkła.
– Nina – odezwała się.
– Nie pytałem cię o imię.
– Bo walczyłeś z ostrym cieniem mgły?
Kąciki ust Langera lekko drgnęły.
– I nie musiałeś – dodała nieco poważniej. – Cała mowa twojego ciała zrobiła to za ciebie.
– Taka jesteś pewna?
Zamiast odpowiedzieć, zamieszała winem w kieliszku, potem uniosła go do nosa, wciągnęła głęboko aromat i dopiero się napiła. W tym rytuale tkwił pewien automatyzm, który świadczył, że ma doświadczenie. Wykonywała ruchy niemal mechanicznie i ani na chwilę nie oderwała spojrzenia od jego oczu.
Zapraszała go do dalszej rozmowy, a on był na tyle zaciekawiony, by skorzystać.
– Piotr – rzucił.
Wyciągnęła do niego rękę, a on delikatnie ją uścisnął. Na dłoniach także dobrze nawilżona skóra, paznokcie o idealnej długości, skórki starannie wyrównane, palce długie. Łamałyby się wprost idealnie w okolicy śródręcza.
Langer przez moment przyglądał się jej dłoni.
– Teraz powinieneś powiedzieć, że ci miło – odezwała się Nina.
– Nie robię rzeczy, które powinienem.
– Tak – odparła pod nosem. – Zdążyłam już się o tym przekonać.
Cofnął rękę, przeciągając moment ostatniego dotyku. Zareagowała w podobny sposób, zupełnie jakby nie chciała go wypuszczać. Piotr w końcu oderwał od niej wzrok i powiódł nim po zebranych biznesmenach.
– Z kim przyszłaś? – rzucił.
– A skąd myśl, że to zrobiłam? Może raczej to ktoś przyszedł ze mną?
Langer krótko pokręcił głową.
– To spęd samych kutasów – oznajmił.
Kobieta z zaskoczeniem parsknęła.
– Bez dwóch zdań – odparła. – Ale chyba musisz rozwinąć.
– Z listy najbogatszych są tu sami mężczyźni – wyjaśnił. – Zjawili się, żeby porównywać długości swoich fiutów i pozorować charytatywne zaangażowanie, nic ponadto. Kobiety nie mają tu czego szukać, wolą realnie pomagać.
Upił łyk bourbona, uznając, że przekazał wszystko, co miał zamiar.
– Ciekawe – zauważyła Nina.
– Co takiego?
– Twój samokrytycyzm.
Docenił tę uwagę nikłym, niemal niewidocznym uśmiechem znad szklanki.
– Też tu jesteś, prawda? – dodała.
– Tak. Tyle że ja nie muszę się z nikim mierzyć.
– Taki jesteś pewny? – przedrzeźniła go.
Skinął głową, uznając, że rzeczy oczywiste nie wymagają werbalnego potwierdzenia. Nina również patrzyła na niego w milczeniu. Trudno było przesądzić, o czym myśli. Langer zaś kreślił w wyobraźni obraz tego, co ją czeka.
Od dawna chciał powiesić kogoś nago w pozycji chrystusowej na środku pokoju. Umocować kończyny linami do sufitu, ścian i podłogi, tak by mógł obchodzić ofiarę z każdej strony, przyglądać się, zadawać różne ciosy.
Nina wydawała się do tego idealna, a im dłużej z nią rozmawiał, tym bardziej utwierdzał się w tym przekonaniu.
Nagle poczuł podniecenie. Zrozumiał, że może to zrobić już dzisiejszej nocy. Wcześniej nie wiedział, na ile ta kobieta będzie gotowa opuścić z nim ten cyrk. Teraz widział jasno, że już zaakceptowała tę możliwość.
– A gdzie twoje towarzystwo? – zapytała, rozglądając się.
– Nie potrzebuję żadnego.
– Nie? – spytała z uśmiechem. – A jednak ściągałeś mnie wzrokiem przez cały wieczór. I teraz siedzisz tutaj, starając się przekonująco odegrać rolę enigmatycznego, małomównego typa, który swoją lakoniczność chce sprzedać jako seksowny atut.
Jak na dziewczynę do towarzystwa jednego z tutejszych spasionych zjebów była całkiem elokwentna. Langer znów przesunął wzrokiem po jej ciele, zastanawiając się, co robi w życiu.
Figura i twarz modelki, bez wątpienia. Trochę za niska, by zrobić wielką karierę na wybiegu. Aktorka? Piosenkarka? Miała koło trzydziestki, a on nie znał większości młodych kobiet, które teraz wyrastały jedna po drugiej w showbiznesie.
To byłby problem. Przykrycie zaginięcia osoby publicznej kosztowałoby go wiele więcej wysiłku.
– Czym się zajmujesz? – zapytał.
Nina uniosła brwi z niedowierzaniem.
– Coś nie tak? – dodał.
– Nie. Po prostu dziwi mnie, że nagle starasz się nawiązać rozmowę.
– Jestem z natury ciekawy.
– Tak, to widać – odparła i napiła się ze szklanki, do której wcześniej wsadziła kciuk. – Pracuję w branży modowej.
– W jakim charakterze?
– Mam pewną markę – oznajmiła.
Z premedytacją rewanżowała się lapidarnością, co Langer musiał docenić. W jego oczach z każdą chwilą stawała się coraz lepszą ofiarą, przez co zaczął zastanawiać się nad szczegółami tego, co zamierzał jej zrobić.
Nie, nie zamierzał. Tu nie było już żadnej ewentualności. Zrobi to.
Jego umysł w tej chwili zaprzątało jedynie to, czy po rozciągnięciu jej w pomieszczeniu i odebraniu jej życia uda mu się odbyć z nią stosunek seksualny. Jeśli zawiesi ją odpowiednio nisko, nie powinno być z tym problemu. Chciałby, by była ustawiona wtedy tak, jak w momencie, kiedy ją zabijał.
W razie komplikacji zrobi to wcześniej.
– Masz na myśli markę osobistą czy firmową? – spytał.
– Innymi słowy: czy jestem modelką, czy projektantką?
Nie odpowiedział, bo nie lubił się powtarzać.
– Ani jedno, ani drugie – oznajmiła. – Właścicielką marki. Nina Pokora.
– Nic mi to nie mówi.
– Widocznie nie gustujesz w damskiej modzie – odparła łagodnym tonem. – Ale ja też staram się nie wychylać. Zakładam, że lepiej, by ludzie kojarzyli produkty niż osobę za nimi stojącą.
A zatem jednak nie osoba na świeczniku. Idealnie.
– I wbrew temu, co sądzisz, przyszłam tutaj, żeby wziąć udział w zbiórce – dodała, rozglądając się. – Uznałam, że można nieść pomoc, nawet jeśli trzeba dryblować w lesie kutasów.
Piotr skinął głową, a potem zsunął się z hokera przy barze. Nina zerknęła na niego z zaciekawieniem.
– Wybierasz się dokądś? – zapytała.
– Jak widać.
– Szkoda.
– Bo?
– Liczyłam, że ta rozmowa potrwa jeszcze chwilę.
– Potrwa – odparł Piotr. – Tylko nie tutaj.
– Doprawdy?
Potwierdził cichym mruknięciem.
– Wpłaciłaś już datek – odparł. – Jeśli przyszłaś tu tylko po to, nie ma żadnego powodu, żebyś zostawała dłużej.
Badawczo mu się przyjrzała, zapewne starając się przesądzić, na ile ta pewność siebie jest dla niej bezpieczna. W końcu jednak musiała uznać, że nic jej nie grozi, bo zgodziła się szybkim kiwnięciem głowy.
Nie powinna tego robić.
Być może on także nie.
Dziś zamierzał jedynie się rozeznać, nie planował działać tak szybko. Powinien poświęcić dwa, trzy tygodnie na poznanie każdego szczegółu jej życia, inaczej sporo ryzykował.
Nie potrafił jednak się powstrzymać. Niemal widział już, jak ta kobieta stara się krzyczeć, jak życie powoli gaśnie w jej oczach, a ciało wiotczeje.
Piotr podciągnął rękaw marynarki i zerknął na zegarek. Do białej koszuli, rozpiętej na dwa guziki pod szyją, i ciemnobrązowego garnituru wybrał jaegera-lecoultre’a z kolekcji Polaris. Nina również na niego zerknęła. Wiedziała, że kosztuje prawie sześćdziesiąt tysięcy? Jeśli tak, to wyraźnie nie robiło to na niej żadnego wrażenia.
– Daj mi chwilę – odezwał się Langer.
– Na co?
– Muszę zamienić jeszcze kilka słów z ludźmi, z którymi nie chciałbym mieć nic wspólnego.
– Okej.
– Za pół godziny pod Vitkacem – rzucił na odchodnym, a potem bez oglądania się na Pokorę odszedł.
W rzeczywistości nie musiał z nikim rozmawiać. Kluczowe było jednak to, by kamery w domu handlowym zarejestrowały go wchodzącego do samochodu na podziemnym parkingu na pół godziny przed tym, jak ta kobieta opuści restaurację.
Zjechał na dół szybko, po czym skierował się ku srebrnemu bmw 7 z gigantycznym grillem, nieustępującym tym z rodziny SUV-ów. Za kierownicą siedział mężczyzna, który dopiero po chwili uświadomił sobie, że szef najwyraźniej miał już dosyć towarzystwa.
Michaił Olmow wyglądem pasował do masywnej limuzyny. Był rosłym, dobrze umięśnionym i jeszcze lepiej wyszkolonym Rosjaninem z Wołgogradu, który działał dla swojego kraju jako najemnik zarówno w Gruzji, jak i Ukrainie. Jakiś czas temu otrzymał jednak znacznie intratniejszą propozycję pracy i od tamtej pory był wierny tylko jednemu człowiekowi.
– Dokąd? – spytał, kiedy Piotr wsiadł do auta.
– Obojętnie. Przejedź przez plac Trzech Krzyży i pokręć się po mieście tak, żebyśmy wrócili tu za pół godziny.
– Tak jest.
Olmow wykonał polecenie, a Langer poświęcił ten czas, by wygooglać firmę Niny Pokory. Nie wyglądało na to, by odnosiła przesadne sukcesy w biznesie, specjalizowała się jednak w limitowanych, może nawet luksusowych produktach, dzięki czemu wpływy musiała mieć całkiem niezłe.
Po półgodzinie srebrna siódemka zaparkowała na powrót pod Vitkacem, a Pokora zgodnie z planem czekała przed głównym wejściem.
Piotr wysiadł z samochodu, obszedł go i otworzył kobiecie drzwi.
– To dokąd się przenosimy? – zapytała Nina.
– Do mnie.
– Tak po prostu?
Kiedy wsiadła do auta, on poprawił marynarkę.
– Prędzej czy później i tak tam trafimy – oświadczył.
– Nie wiem, co sobie wyobrażasz, ale…
Piotr zamknął drzwi, nie dosłyszawszy reszty tej uwagi. Nie musiał, doskonale wiedział, co na tym etapie Nina chciałaby sobie wmawiać. Może poszłoby jej nieco lepiej, gdyby nie fakt, że wypiła kilka kieliszków wina.
– Często nie dajesz dziewczynie dokończyć? – zapytała, kiedy usiadł obok niej na tylnej kanapie bmw.
– To pytanie z podtekstem?
– A jak ci się wydaje?
Siedzieli na tyle blisko, że czuł wyraźny zapach białego wina. Potwierdzał, że Pokora musiała spędzić ostatnie pół godziny przy barze, raz po raz uzupełniając swój kieliszek.
Kiedy znaleźli się w jego apartamencie na Mokotowie, nie miał zamiaru częstować jej tym trunkiem. Pozwolił, by sama sprawdziła barek, ale kiedy zagaiła o jedno z win, jasno zasugerował, że wolałby coś mocniejszego.
– Masz tequilę? – zapytała.
– Nie.
– W takim razie zostańmy przy bourbonie.
– Dobry wybór.
Nawet bardzo dobry, skwitował w duchu, sięgając po otwartą butelkę parker’s heritage. Kosztowała niemal osiemnaście tysięcy, była limitowanym produktem ze starannie wyselekcjonowanych sześćdziesięciu ośmiu beczek. Nie to było jednak najważniejsze. Dla Piotra w tej sytuacji liczyły się dwie rzeczy.
Po pierwsze wysoka zawartość alkoholu, przekraczająca sześćdziesiąt procent. Po drugie niezwykle intensywny smak i aromat. Obydwie te rzeczy sprawią, że to, co doleje do szklanki Niny, pozostanie dla niej całkowicie niewyczuwalne.
Stanął do niej tyłem, sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyjął niewielką fiolkę. Zawierała przezroczystą ciecz – GBL.
Substancję tę fachowo określano jako gamma-butyrolakton, w nowomowie używano terminów „gebels” lub po prostu „gwałciocha”.
Była od dwóch do trzech razy mocniejsza niż GHB, które znajdowało się w pigułkach gwałtu. Działała też znacznie, znacznie szybciej.
Należało obchodzić się z nią precyzyjnie. Nawet pół mililitra więcej, niż trzeba, sprawiało, że zamiast popaść w głęboki sen, ofiara krztusiła się własnymi wymiocinami i umierała. Tego Langer nie chciał.
Zamieszał lekko trunkiem, a potem obrócił się i podał szklankę Ninie. Przez moment sprawiała wrażenie, jakby dopiero się zorientowała, że ma towarzystwo. Skupiała się na książkach, które Piotr zgromadził w przestronnym salonie.
Usiadł na kanapie, czekając, aż Pokora skończy przyglądać się jego kolekcji. Kiedy zajęła miejsce obok niego, przełożył rękę przez oparcie i obrócił się do niej.
– Znalazłaś coś godnego uwagi? – spytał.
Popatrzyła na niego w milczeniu.
– To chyba ty powinieneś to zrobić – zauważyła.
– Hm?
– Znaleźć coś godnego uwagi. Wybrać. A potem mi pożyczyć.
– Nie pożyczam książek.
– Więc ten jeden raz zrobisz wyjątek.
Mówiła w sposób tak kategoryczny, że mu się to spodobało. Lekko się uśmiechnął, a potem wstał i podszedł do regałów. Mógł wybrać jakąkolwiek książkę, ta kobieta i tak nie wyjdzie stąd żywa.
Po chwili wyciągnął jedną i wrócił na kanapę. Nina przyjrzała się okładce i zmarszczyła czoło.
– American Psycho, Bret Easton Ellis – odczytała.
– Pierwsze polskie wydanie, z dziewięćdziesiątego czwartego.
– Mhm. Nie byłaby to pierwsza powieść, którą wybrałabym dla dopiero co poznanej dziewczyny.
– Dlaczego nie?
– Bo to o wyjątkowym psycholu.
– Nie – odparł spokojnie Langer. – O krytyce współczesnego świata, nakręcanego przez pęd za pieniądzem i…
– Powiedział człowiek, który mieszka w penthousie za minimum sześć milionów złotych.
Piotr sięgnął po bourbona i upił łyk. Nie miał zamiaru wdawać się z tą kobietą w żadne rozmowy na temat środków, których używa do osiągania swoich celów.
– Ale ty jesteś ponad to, prawda?
Nie odpowiedział.
– Wydaje ci się, że napędza cię coś innego. Że tylko wykorzystujesz czyjąś chciwość i chorą potrzebę akumulacji pieniędzy.
Nie zamierzał odpowiadać, ale kobieta zaciekawiła go jeszcze bardziej.
Nina pokręciła głową z uśmiechem, a potem uniosła bourbona i uderzyła o brzeg szklanki Piotra. Opróżniła swoją niemal do końca jednym haustem. Niedobrze. Langer zakładał, że będzie sączyła trunek przez jakiś czas, a GBL spokojnie wchłonie się w organizmie. Tak szybkie uderzenie mogło okazać się tragiczne w skutkach, a ostatnim, czego Piotr chciał, było to, by kobieta teraz się odmeldowała.
Miał wobec niej plany. Wielogodzinne plany.
Patrzył na nią i nie mógł przestać sobie wyobrażać, jak będzie wyglądała z ustami zaklejonymi mocną, przemysłową taśmą klejącą, cała zapłakana, cała we krwi. Błagająca o litość, ale nieotrzymująca żadnej.
Napił się, by nieco uspokoić narastające podniecenie. Próbował zignorować to, jak idealnie nadawała się na jego kolejną ofiarę.
Dostrzegł to już w restauracji. I nie mógł się oprzeć.
Fakt, że nie miał czasu na przeprowadzenie odpowiedniego researchu, będzie trochę problematyczny. Ostatecznie jednak Michaił Olmow zajmie się, czym trzeba.
Langer od dawna nie pozwalał sobie na tak impulsywne działanie. Teraz jednak sprawiało, że czuł się jeszcze bardziej pobudzony.
Nina nagle się podniosła, jakby mogła odczytać jego myśli. Jeszcze raz przeszła wzdłuż regałów, wodząc palcem po grzbietach książek.
Od wystąpienia pierwszych symptomów działania GBL dzielił ją już tylko moment. Lepiej, żeby wtedy siedziała, ale Piotr nie miał zamiaru tego sugerować.
– Sporo literatury faktu – zauważyła.
– Tak.
– Szczególnie jeśli chodzi o zbrodnie.
– Taka teraz moda.
Oparła się o regał, wyraźnie lekko zakręciło jej się w głowie. Langer był gotowy, by zerwać się z kanapy i ją podtrzymać. Nie chciał, by zanim z nią zacznie, odniosła jakikolwiek, nawet najmniejszy uraz.
– Ciekawe… – mruknęła, patrząc na jeden z tomów.
– Co takiego?
– Analiza behawioralna sprawców seryjnych zabójstw. Gerard Edling.
Obróciła się przodem do niego i oparła plecami o książki. Te, które stały na samym przodzie, lekko się cofnęły, a Pokora zaczęła kartkować opracowanie.
– Jest tu coś o tobie?
– Hm? – rzucił cicho Piotr.
– O Sadyście z Mokotowa?
Oczywiście, że wiedziała, kim jest. Nie wyglądała przecież na ignorantkę.
– Nie – odparł. – Zostałem oczyszczony z tych zarzutów. Były absurdalne.
Na krótką chwilę podniosła wzrok znad książki. Jej spojrzenie stało się mętne, ale wciąż z łatwością można było wyczytać z niego zaintrygowanie. Ach, więc była jedną z tych.
Langer raz po raz spotykał dziewczyny święcie przekonane, że popełnił wszystkie te zbrodnie, które niegdyś przypisywano mu w mediach. Były jak ćmy ciągnące do widocznego w oddali, nieokreślonego światła, same nie rozumiejąc, dlaczego czują tak przemożną siłę przyciągania. Nie miały świadomości, że grawitują ku ogniowi.
Nie wiedziały też, że większość jego osiągnięć nigdy nie wyszła na światło dzienne, nie została połączona z jego nazwiskiem. Ale nie musiała. Tym kobietom wystarczyło niejasne przypuszczenie, że jest prawdziwym potworem.
Nina odłożyła książkę i mocno się zachwiała.
Cóż, sama to na siebie ściągnęła.
Piotr dopił bourbona, żałując, że pozwolił sobie na tak dużo alkoholu. To, co go czekało, wolałby przeżywać w całkowitej trzeźwości, by w pamięci klarownie zapisał się każdy element.
Obszedł kanapę i zbliżył się do Niny. Przez zbyt szybko wypity mocny alkohol obraz lekko mu się rozmazał.
Ustawił się obok niej i też oparł o regał. Przez moment patrzyli na siebie w milczeniu.
– Słabo wyglądasz – odezwała się Pokora, pijacko mrużąc oczy.
Prychnął cicho. Powinna zobaczyć siebie.
– Dobrze się czujesz? – dodała.
Langer uniósł rękę do karku, bo ten zdawał się nagle zdrętwieć.
– Ten bourbon chyba ci nie służy – wymamrotała.
Nagle Piotr uświadomił sobie, że na jej twarzy nie ma już pijackiego wyrazu. I że bełkotliwe słowa nie wynikają z tego, że ona tak je wypowiada – ale z tego, że on w ten sposób je słyszy.
Nie…
Natychmiast obrócił głowę w kierunku pustych szklanek.
Usłyszał tylko cichy śmiech Niny.
– Pierwsza zasada składania wizyt w domu nieznanego faceta – powiedziała. – Zawsze zamieniaj szklanki, kiedy wybiera dla ciebie książkę o psychopacie.
Piotr z trudem przełknął ślinę. Potem poczuł, że nogi się pod nim uginają.
Langer
Opis powieści może wydać się dość zagadkowy. Czy tytułowym bohaterem jest Langer, jeden z postaci z bestsellerowej serii o Joannie Chyłce i Kordianie Oryńskim? A może zupełnie nowa książka skupiająca się wyłącznie na losach Piotra Langera, prześladowcy Chyłki? Niestety, wydawca nie ujawnia tych informacji. O czym konkretnie jest powieść Remigiusza Mroza "Langer"? Remigiusz Mr...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book
e-book
e-book · audio