MALOWNICZE, MARZEC, TERAZ
Wiosna w tym roku nie różniła się niczym od poprzednich. Tak samo jak w ubiegłych latach nadeszła najpierw cicho, nieśmiało zaznaczając swą obecność cieplejszymi promieniami słońca i pękającą na kałużach lodową siateczką. Szczerze mówiąc, Madeleine prawdopodobnie w ogóle nie zwróciłaby uwagi na te zmiany, gdyby nie Marcysia.
− Ciociu, widziałaś? Kałuże mają zmarszczki! – zawołała, wpadając do domu i siłą wyciągając opierającą się Magdę na podwórko. – Sama zobacz!
− Aha – przytaknęła Madeleine i z trudem stłumiła ziewanie. – Po prostu lód pęka – dodała i na widok rozczarowania na twarzy dziewczynki od razu poczuła wyrzuty sumienia. – To znaczy pęka, bo hmmm… Wiosna przyszła i teraz musi zaprowadzić swoje porządki…
− Wiesz co, córko, nie poznaję cię – usłyszała za sobą głos swojej mamy. – Dziecko ci tu poetycko o zmarszczkach na kałużach, a ty co na to? Przyziemnie: lód pęka?
− No bo pęka, bo wiosna…
− Pani Wiosna po prostu ma teraz masę pracy – litościwie przerwała jej mama. – Lód na kałużach musi rozbić, zimę przegonić…
− Ooo, ciociu, to chodźmy na spacer! Ja i Franek pomożemy wiośnie! – radośnie zawołała Marcysia, tłukąc w kałużę kijem. – Zobacz, jak mi to pięknie wychodzi!
− Rzeczywiście, ślicznie – rzuciła Magda nieuważnie, cały czas myśląc o tym, co zostawiła w domu.
Plik dokumentów, faktur i zamówień, nad którymi ślęczała od kilku godzin, zmniejszył się minimalnie. I przez to pierwsze symptomy wiosny jakby traciły na atrakcyjności.
− To co, idziemy? – Marcysia wbiła w nią ufne, pełne oczekiwania spojrzenie.
− Kochanie, ale teraz…
− Właśnie teraz – przerwała jej mama. – Weź dzieciaki i przewietrz głowę – zadysponowała. – Ty przecież w ogóle ostatnio nie bywasz na powietrzu, a zobacz, jakie ładne słońce wyszło. Skoro nie siedzisz w księgarni, wykorzystaj to!
− Mamo, w księgarni został Michał specjalnie po to, bym mogła nadrobić papierkową robotę. Zamówienia, plan…
− Plan planem. Sama mi nieustannie powtarzałaś słowa Tuwima, że plan to coś, co potem wygląda zupełnie inaczej. A poza tym papiery nie uciekną, w przeciwieństwie do tego wyjątkowo pięknego dnia. Marzec to niezwykle kapryśny miesiąc i skoro już jest tak słonecznie, szkoda z tego nie skorzystać. Poza tym nie pamiętam, kiedy ostatnio wyszłaś gdziekolwiek z dziećmi – dodała ciszej, tak by dłubiąca patykiem w kałuży Marcysia jej nie usłyszała. – Ja z nimi bardzo chętnie zostaję, pokochałam je i niczego ci nie wypominam… Ale one po prostu za tobą tęsknią.
− Wiem, mamo, wiem – Madeleine potarła ręką czoło i głęboko westchnęła – ale nie umiem tego wszystkiego ogarnąć. A przecież to ty zajmujesz się całym domem. Praktycznie zamieszkałaś u mnie na stałe i nie mam pojęcia, co bym bez ciebie zrobiła. I nie ukrywam, że gnębią mnie ogromne wyrzuty sumienia. W końcu przeze mnie zostawiłaś na pastwę losu tatę…
− O ojca się nie martw, jak znam życie, to w skrytości ducha cieszy się z przywilejów słomianego wdowca – roześmiała się mama. – Zresztą całkiem nieźle radzą sobie razem z Kasią. Twoja siostra przez ostatnie miesiące bardzo wydoroślała. A jeżeli chodzi o organizację…
− No właśnie, jak ty to robiłaś, że godziłaś ze sobą i pracę, i dom, i wychowywanie trójki dzieci? Przecież zawsze wszystko było na czas, posprzątane, ugotowane i nie miałaś problemu, by wygospodarować chwilę na zabawę z nami.
− Ho, ho, ho! Musisz być w niezłym dołku, skoro tak mnie idealizujesz – kpiąco mruknęła mama. – Na pewno się tyle nad wszystkim nie zastanawiałam. Trzeba coś było zrobić, to po prostu to robiłam. Wy jesteście pokoleniem myślącym. Gdy się z wami rozmawia, w kółko się słyszy: „Myślałem o tym, myślałem o tamtym”. I niewiele z tego wynika, bo zazwyczaj na myśleniu się kończy – dodała i znacząco popatrzyła na Magdę.
− Mamo, o co chodzi? Chcesz mi dać do zrozumienia, że wyrosłam na myśliciela nieudacznika?
− Nie. Chcę ci powiedzieć, że zbyt długie zastanawianie się nie jest wcale dobre. Szczególnie w pewnych kwestiach. I niekoniecznie chodzi mi tutaj wyłącznie o ciebie. Zresztą to nie jest najlepszy moment na taką rozmowę. – Sugestywnie wskazała głową na Marcysię. – Pogadamy kiedy indziej, a teraz idź na ten spacer. Tylko ubierz się ciepło, bo to pierwsze słońce jest bardzo zwodnicze – powiedziała i weszła do domu, nawołując Franka.
Madeleine doskonale wiedziała, iż zanim ona się ubierze, chłopiec będzie już czekał na podwórku opatulony troskliwie przez swoją ukochaną i niezawodną, a przede wszystkim mądrą babcię.
Później idąc z dzieciakami i przyglądając się, jak beztrosko biegają od kałuży do kałuży, jak do niej zagadują i jak bardzo są szczęśliwe, pomyślała, że coś ewidentnie wymyka się jej spod kontroli. Mama powiedziała głośno to, czego ona sama starała się nie dopuścić do świadomości. Księgarnia, zamówienia, Michał, który niby się oświadczył, ale wciąż mieszkał w tej, pożal się Boże, chatce na kurzej nóżce…
Nie tak to wszystko sobie wyobrażałam i planowałam – pomyślała i od razu szeroko się uśmiechnęła.
− No tak, plan to coś, co potem… – mruknęła pod nosem.
Trzeba będzie coś z tym zrobić – postanowiła. – Ale później. W tej chwili po prostu będę się cieszyć spacerem i dzieciakami. A potem… Potem się zobaczy.
Nadzieje i marzenia
Magda otrzymuje tajemniczy list z francuskiej kancelarii. Niebawem Malownicze zatrzęsie się od plotek o spadku. Wszyscy będą chcieli wiedzieć, czy z dnia na dzień Magda stanie się bajecznie bogata. Ona jednak ma inne kłopoty. Musi wreszcie odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania: czy chce dalej być z Michałem i jak ma wyglądać ich wspólne życie. Odpowiedź nie jest taka pros...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book
e-book
e-book · audio