Rozdział 1
Krew buzowała w żyłach. Mięśnie się napinały. W głowie zaczynało szumieć. Umysł zalewały wyobrażenia tego, co może się wydarzyć. Zawsze było tak samo. Zaspokojenie popędu stawało się ważniejsze od oddychania. Inaczej nie dało się funkcjonować.
O drzewo opierał się wysoki człowiek, stał tuż przed rozwidleniem dróg. Miał na sobie obszerną wojskową kurtkę, a twarz całkowicie skrył pod kapturem. Od bardzo wielu lat nie był w Tanowie. Przyjechał tutaj gnany popędem i spacerował po lesie, licząc na to, że nikogo nie spotka i zdoła się uspokoić.
W końcu ruszył pewnym krokiem, wybierając ścieżkę prowadzącą do przystanku autobusowego. W jego myślach cały czas przewijały się obrazy ostatniej ofiary. Czuł, jak drży z podniecenia na samo wspomnienie jej krzyku. Zatoczył się i padł w gęstą trawę. Obrazy w myślach były tak wyraźne, jakby oglądał film. Popęd rósł z każdą sekundą. Nie potrafił już tego zatrzymać. Usłyszał trzask gałązek, nadepniętych przez kogoś, kto szedł w jego stronę. Mężczyzna przymknął oczy. W myślach pojawiło się jedno, bardzo intensywne pragnienie, przebijające przez morze fantazji i wspomnień: „Błagam, odejdź, uciekaj!”. Ktoś pochylił się nad nim, poczuł zapach delikatnych waniliowych perfum.
– Czy wszystko z panem dobrze?
Podniósł wzrok, kryjąc twarz pod kapturem. Stała nad nim filigranowa blondynka, uśmiechała się serdecznie. Miała ładne zielone oczy.
– Nie przejmuj się mną.
– Słabo pan wygląda.
– Jakoś sobie poradzę.
– Może pomogę?
Kobieta chwyciła go za ramię i pomogła mu się podnieść. Górował nad nią wzrostem. Nie wyglądała jednak, jakby się go bała. Otrzepał spodnie z trawy. Wiedział, że nie było już odwrotu.
– Co się stało? Zasłabł pan?
– Tak jakby… Szedłem właśnie do kościoła.
– O tej porze?
– Tak, chciałem poprosić księdza o pomoc, przyjmie mnie. Wiesz, nie mam już nikogo bliskiego, a ksiądz to mój wujek.
– Rozumiem, odprowadzę pana.
– Dziękuję, jesteś wspaniała.
Ruszyli w kierunku ścieżki, kobieta szła bardzo blisko. Aksamitna skóra, soczyście zielone oczy. Jej zapach dosłownie upajał. To było nie do wytrzymania. Uderzył ją w skroń, kobieta osunęła się na ziemię. Zanim zrozumiała, co się wydarzyło, przygniótł ją, wyciągając nóż z kieszeni spodni. Ostrze zalśniło w ciemności, znajdowało się teraz dokładnie naprzeciwko jej oczu. Kobieta zamarła w bezruchu.
– Proszę, nie rób mi krzywdy.
– Dlaczego nie?
– Moja mama ma tylko mnie. Muszę do niej wrócić. Błagam, nie zabijaj mnie. Ona tego nie przeżyje.
Kobieta płakała. Całe jej ciało drżało. Nie miała pojęcia, jak każde jej słowo działało na sprawcę. To była dla niego obietnica ekstazy. Jego oddech przyśpieszył. Rozpiął jej kurtkę i przeciął nożem bluzę. Przyglądał się koronkowemu stanikowi, podtrzymującemu jej drobne piersi. Nie mógł się już wycofać. Pochylił się nad jej szyją i ugryzł ją. Kobieta wrzasnęła.
– Błagam, zostaw mnie! Nikomu nic nie powiem.
– Zaraz się dowiesz, co to rozkosz.
Zrobił długie nacięcie nożem na jej boku, z każdym ruchem ostrza czując rosnące podniecenie. Przeraźliwy krzyk kobiety wypełnił leśne zarośla. Spojrzał na swoje dzieło. Wstrząsnął nim spazm ekstazy. To był jednak dopiero początek. Chciał znacznie więcej.
Hałas. Mężczyzna zamarł na chwilę. Dźwięk dochodził z niedaleka. Zaklął siarczyście. Bez wahania wbił kobiecie nóż w klatkę piersiową. Następnie wyjął go, podniósł się i ruszył w kierunku dźwięku. Zza krzaków wyszedł mężczyzna w jeansach i rozpiętej skórzanej kurtce.
– Odłóż nóż – polecił Lis. – Znacznie więcej zyskasz na rozmowie niż na zabiciu mnie.
Nie odpuszczę
„Nie”, „nie da się”, „niemożliwe” – tych słów jej mózg nie przyjmuje. Sawicka to postać magnetyczna, ma zacięty charakter, wewnętrzny nerw. Gdyby usiadła sama, w ciszy, od razu dopadłaby ją przeszłość. Instynkt samozachowawczy nakazuje jej więc działać. Ta bohaterka to znak jakości tej serii. Czytajcie więc drugi tom! Sylwia Gliwa Prokurator Sawicka nie zdążyła odetchnąć po s...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio