Niedziela, 9 maja 1999 roku
Policyjne radio zatrzeszczało.
– Tu 0-1. Szukam wolnego radiowozu w rejonie Agmund Bolts vei 25 w Teisen.
Alexander Blix rzucił szybkie spojrzenie Gardowi Fossemu.
– Przecież to rzut kamieniem stąd – stwierdził.
Fosse wziął do ręki mikrofon. Blix dodał gazu.
– 0-1, tu Fox 2-1 – zameldował Fosse. – Jesteśmy na Tvetenveien. Możemy być na miejscu za jakąś minutę.
Blix włączył niebieskie światła i syreny, a wnętrze pojazdu wypełniły kolejne trzaski.
– Fox 2-1, przyjąłem. Zgłaszający twierdzi, że słyszał strzał. Pod tym adresem często dochodzi do awantur domowych.
Awantury domowe, pomyślał Blix. Zdarzyło mu się kilka razy interweniować w takich sprawach, ale to, że padł strzał, źle wróżyło.
Skręcił w Agmund Bolts vei za cmentarzem Østre, znowu przyspieszył i przemknął obok kamienic z balkonami wychodzącymi na ulicę. Obok samochodów zaparkowanych wzdłuż chodnika. Obok brzóz oddalonych od siebie o wiele metrów.
Właśnie do tego byli szkoleni.
Właśnie na to czekali: żeby znaleźć się na prawdziwym miejscu zdarzenia. Przez cały rok siedzieli na tylnej kanapie, każdy w swoim radiowozie, zanim w końcu im zaufano. Blix zacisnął dłonie na kierownicy.
– Zdaje się, że to tutaj – powiedział Fosse, wskazując niewielką grupkę ludzi na chodniku.
Blix zahamował i zatrzymał pojazd w poprzek drogi. Wyłączył silnik i syreny, ale zostawił niebieskie światła ostrzegawcze.
– Odgłos wystrzału doleciał stamtąd – wyjaśniła kobieta, wskazując mały biały dom, gdy policjanci wysiedli już z radiowozu.
– To brzmiało jak duży kaliber – dodał mężczyzna.
– Czy potem ktoś stamtąd wychodził? – spytał Blix. – Albo wchodził?
Kobieta zaprzeczyła ruchem głowy.
– Ile osób tam mieszka? – spytał Fosse.
– Cztery – odrzekła inna kobieta. – Mają dwie małe córeczki, ale wydaje mi się, że tylko jedna z nich jest w domu.
Blix zaklął w myślach.
– Okej – powiedział. – Wracajcie do domów i nie wychodźcie na zewnątrz. Zamknijcie dobrze drzwi.
Grupa gapiów rozpierzchła się. Blix sforsował ogrodzenie wokół posesji.
– Ty zajmij się tą stroną domu, a ja zajmę się drugą, okej?
– Chyba nie zamierzasz wchodzić do środka? – zaprotestował Fosse.
– Oddano strzał – powiedział. – W środku mogą być małe dzieci.
– Pomyśl o własnym bezpieczeństwie – rzekł Fosse i przypomniał mu mantrę powtarzaną przez instruktorów w szkole policyjnej. – Musimy zaczekać na posiłki.
Blix znał procedury. Wiedział, że powinni obserwować miejsce zdarzenia z bezpiecznej odległości i czekać na wsparcie. Ale to nie było zadanie z podręcznika.
– Posiłki przybędą za dziesięć minut – odparł. – Nie wiem, czy mamy tyle czasu.
Wrócił do radiowozu, otworzył bagażnik, a następnie sejf na broń służbową. Wyjął pistolet i załadował sześć naboi.
– Poważnie? Musimy…
– Pomóc dzieciakowi – wszedł mu w słowo Blix. Wyminął Fossego. – Jeśli jest w środku.
Zatrzymał się przed drzwiami wejściowymi i usiłował zajrzeć przez grubą szybę, która ciągnęła się od klamki do górnej krawędzi drzwi. Nic nie zobaczył.
Odwrócił się w stronę kolegi.
– Długo masz zamiar tam stać?
Fosse przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
– Nie podoba mi się to – powiedział.
– Mnie też nie, ale musimy coś zrobić.
Okrążył dom od prawej strony. Próbował wspiąć się na palce, żeby zajrzeć do wnętrza przez okno w ścianie, ale nie sięgał tak wysoko. Poszedł dalej. W niewielkim ogrodzie na tyłach domu wciąż leżały kupki ubitego śniegu. Krzewy były brązowe i rachityczne. Rzucił okiem na zardzewiałą huśtawkę i zniszczoną werandę. Fotele z poduszkami ogrodowymi. Puste brązowe butelki po piwie na podłodze werandy. Wypełniona po brzegi popielniczka, a obok niej niedopałki papierosów.
Stąpał ostrożnie, wiedział, że odgłos kroków zdradzi jego położenie. Okna salonu były duże, ale odbijające się w nich światło utrudniało mu zajrzenie do środka. Jednocześnie on sam był doskonale widoczny.
Zawrócił w stronę drzwi wejściowych. Zobaczył, że Fosse siedzi w samochodzie. Słyszał, że rozmawia z centralą operacyjną. Blix wcisnął do ucha słuchawkę. Najbliższy patrol znajdował się w odległości dwunastu minut jazdy. Blix nacisnął klamkę.
Drzwi zaskrzypiały, nie były zamknięte na klucz. Otworzył je na oścież i zrobił dwa kroki naprzód. Zatrzymał się. Nasłuchiwał. Cisza.
Ale czy na pewno?…
To był jęk? Szloch? A może ktoś powiedział „ciii”?
Poszedł dalej, unosząc broń. Zostawił za sobą otwarte drzwi w nadziei, że Fosse ruszy za nim.
Deski podłogowe zaskrzypiały. Korytarz zaprowadził go w głąb domu. Policjant zajrzał do najbliższego pomieszczenia i szybko cofnął głowę. Mała toaleta z umywalką. Powtórzył manewr w następnym pomieszczeniu. Pusto. Wstrzymał oddech i znowu zaczął nasłuchiwać. Cisza.
Zły znak.
Drzwi w kuchni były uchylone. Pchnął je powoli. One także zatrzeszczały.
Puścił je.
Na podłodze utworzyła się wielka kałuża krwi, która częściowo wsiąkła w tkany chodnik. Kobieta leżała nieruchomo na plecach. Głowę miała zwróconą w bok. Widział jej otwarte, pozbawione życia oczy.
Przełknął ślinę. Poczuł szybkie i ciężkie uderzenia serca. Wstrzymał oddech na parę sekund, po czym wyciągnął przed siebie broń. Zrobił kilka kroków w głąb kuchni, uważając, żeby nie wejść w krew. Pochylił się i sprawdził puls. Niewyczuwalny. Wyprostował się, zbliżył usta do mikrofonu przymocowanego do klapy marynarki.
– 0-1, tu Fox 2-1 Alfa. Kobieta nie żyje, zastrzelona, powtarzam, kobieta nie żyje, zastrzelona.
Trzeszczenie w słuchawce. Blix minął ofiarę. W samym środku jej klatki piersiowej zobaczył ziejącą dziurę.
– 0-1, przyjąłem.
– Nie podchodź bliżej.
Głos był ochrypły i wydobywał się z wyraźnym wysiłkiem. Dobiegał z głębi mieszkania. Blix zatrzymał się, wychylił w stronę drzwi i zajrzał do salonu. Przed szklaną ławą stał mężczyzna z bronią w ręku i celował w głowę jasnowłosej dziewczynki, która mogła mieć nie więcej niż pięć lat. Płakała cicho. Łkała. Trzęsła się.
– Nie podchodź bliżej, bo strzelę – powtórzył mężczyzna. – Zastrzelę i ciebie, i ją.
Przesunął gwałtownie pistolet w stronę dziewczynki. Blix miał nadzieję, że mała nie widziała martwej matki.
– Spokojnie – powiedział. Słyszał, że jego głos drży.
– Odłóż broń! – rozkazał mężczyzna.
– Bardzo proszę, nie…
– Odłóż broń, powiedziałem!
Mężczyzna był przed czterdziestką, spocony, miał brodę i krótkie, rzadkie włosy, które sterczały pionowo w górę. Skierował broń w stronę Blixa. Żadnego drżenia ręki. Żadnej nerwowości. Czysta desperacja.
Dziewczynka zamknęła oczy. Łzy płynęły jej ciurkiem.
– Nie rób nic głupiego – powiedział Blix. Starał się przypomnieć sobie wszystko, czego się nauczył w szkole, co powinien powiedzieć i jak się zachować w takiej sytuacji. Ale teraz, kiedy właśnie się w niej znajdował, nie przychodziły mu do głowy żadne sensowne strategie. Musiał improwizować. Spróbować przemówić napastnikowi do rozsądku.
Pomyślał o Marete, która czekała na niego w domu. Która nigdy nie zaakceptowała jego zawodu. Która zawsze ostrzegała go przed niebezpieczeństwami, na które będzie narażony.
Pomyślał o trzymiesięcznej Iselin.
Opuścił broń.
– Jak masz na imię? – zapytał, starając się uspokoić oddech.
Mężczyzna nie odpowiedział.
– Za kilka minut cały dom zostanie otoczony – ciągnął Blix. – Nie wyjdziesz stąd cały.
– One są moje! – wycedził mężczyzna. – Moje!
– I na pewno chcesz zobaczyć, jak dorastają – przytaknął Blix.
Szukał wzrokiem drugiego dziecka, ale była tam tylko ta jedna dziewczynka.
– Nikt mi ich nie odbierze – powiedział. – Słyszysz?
– Słyszę, ale bardzo cię proszę: nie pogarszaj sytuacji.
– Odłóż broń – powtórzył mężczyzna z jeszcze większą determinacją w głosie. – Mówię ostatni raz. Wynoś się stąd! To jest mój dom.
Blix wyczekiwał dźwięku syren. Wyczekiwał Fossego.
– Nie mogę tego zrobić – odparł. Spojrzał na dziewczynkę i szybko odsunął od siebie myśli o własnej córce. – Nie mogę stąd wyjść. Nie teraz, kiedy ty…
– Daję ci pięć sekund – przerwał mu. Blix przeniósł wzrok na mężczyznę. Biały podkoszulek, brudny, plamy od potu na brzuchu, kręcone włosy na klatce piersiowej, wystające spod koszulki.
– Bardzo proszę…
– Pięć.
Nie zrobi tego, pomyślał Blix. To tylko czcze pogróżki.
– Może usiądziemy razem i…
– Cztery.
Policjant wstrzymał oddech i przełknął ślinę.
– Porozmawiajmy spo…
– Trzy.
Blix zacisnął palce na broni.
– Pomyśl o swojej córce, pomyśl o tym, co jej odbierasz.
– Dwa.
Facet wygląda na szaleńca, pomyślał Blix i uniósł broń.
– Przecież ona ma dopiero… pięć lat?
Blix położył palec na spuście.
– Jeden.
Zrobi to, pomyślał Blix. Do diabła! Zrobi to.
Wystrzał.
Punkt zero
Oslo 2018. Była królowa biegów długodystansowych Sonja Nordstrøm nie pojawia się na promocji swojej kontrowersyjnej autobiografii Wieczna jedynka. Jeszcze tego samego dnia dom Nordstrøm odwiedza znana dwudziestoczteroletnia blogerka Emma Ramm. Zastaje otwarte drzwi, a w środku ślady walki. Do telewizora sportsmenki ktoś przyczepił numer startowy z liczbą 1. Inspektora Alexan...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book
e-book · audio
e-book · audio