Prolog
Alfie Meyer często pakował się w kłopoty. Miał to we krwi, zupełnie jakby przy narodzinach sam diabeł nadał mu to piętno. Może właśnie takie było jego przeznaczenie – aby niszczyć i ostatecznie samemu zostać zniszczonym?
Myślał o tym, gdy przeskoczył przez płot oddzielający dom dziecka od ogromnej posiadłości Sharmanów. Kiedyś byli dla niego niczym rodzina, której nigdy nie posiadał. Teraz tamte czasy wydawały się już jednak zbyt odległe, by chłopak mógł je pamiętać. Nic, co było piękne, nie mogło zbyt długo się przy nim uchować.
Znał ten ogród tak dobrze, że nawet w gęstej ciemności nocy potrafił bez trudu się w nim poruszać. Dotarł do jednego z trzech wysokich drzew, po czym wspiął się na nie i ukrył burzę białych włosów pomiędzy liśćmi. Rozsiadł się wygodnie na gałęzi, a następnie wyjął z kieszeni kurtki paczkę papierosów.
W całym swoim siedemnastoletnim życiu zrobił wiele paskudnych rzeczy, ale nigdy wcześniej nie palił. Cóż, przynajmniej do momentu, w którym Mikael Sharman nie stanął na jego drodze i nie skradł jego zepsutego, pustego serca do tego stopnia, że Alfie był gotów popaść w kolejne uzależnienie, byle tylko znaleźć choć jedną łączącą ich rzecz. Nie zakochał się w nim od razu albo może właściwie nie wiedział, że to, co poczuł, kiedy po raz pierwszy go spotkał, było miłością.
Alfie nigdy nie kochał i nie był kochany. Rodzice porzucili go jak bezpańskiego psa, który okazał się nie dość ładny, aby posłużyć za domowe zwierzątko, a dzieciaki z sierocińca nie pałały do niego sympatią, podobnie jak opiekunki, które zazwyczaj zachowywały się tak, jakby chłopak w ogóle nie istniał. Przynajmniej do momentu, w którym znowu nie wpakował się w jakieś kłopoty.
Wszyscy spisali go na straty, jakby nie był wart choć odrobiny wiary. Może w gruncie rzeczy wcale się w tej kwestii nie pomylili?
Odpalił papierosa, zaciągnął się dymem, a potem odwrócił głowę i spojrzał na jezioro. W czarnej tafli odbijał się biały księżyc. Jego blask oświetlał dwie twarze, które dla innych mogły wydawać się takie same, ale dla niego zawsze były zupełnie inne.
Bracia Sharman wbrew pozorom bardzo się od siebie różnili, choć ich wygląd czasami sprawiał, że ludzie nie umieli ich rozróżnić. Alfie nawet w tej ciemności był w stanie tego dokonać.
Nie chodziło tylko o fakt, że Victor szczerze go nienawidził, a Mikael był jedyną stąpającą po tym świecie osobą, która pokładała w nim marną cząstkę wiary, na jaką z całą pewnością nie zasłużył.
Przez jego spięte mięśnie przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Istniało wiele rzeczy, których się obawiał, ale widok czarnej wody wyglądającej tak, jakby kryła pod sobą całe zło tego świata, przez co wzbudzał w nim niewytłumaczalny strach. Dlatego nie mógł podejść bliżej, nawet gdyby tego pragnął.
Obserwował ich uważnie, gdy dopłynęli łódką na sam środek zarośniętego jeziora. Nie był podglądaczem, ale rodzina Sharmanów znienawidziła go do tego stopnia, że jego spotkania z Mikaelem stały się bardzo utrudnione. Nie był już mile widziany w ich domu. Niekiedy zakradał się więc do ogrodu i obserwował go z ukrycia, aby choć przez moment nie czuć się na tym świecie zupełnie samotnym.
Alfie lubił te chwile, mimo że nigdy nie trwały zbyt długo i nie mogły zaspokoić jego serca na dłużej niż kilka godzin. Nie chciał zakochać się w jednym z braci i gdyby mógł cofnąć czas, zrobiłby wszystko, by sobie na to nie pozwolić.
Miłość była kosztownością, na którą nie było stać ludzi takich jak on, a Mikael Sharman był kimś poza jego zasięgiem. Alfie był przecież tylko smutnym, zagubionym dzieciakiem. Bez rodziny i z raczej marną przyszłością, a ktoś, kto nosił nazwisko Sharman, od urodzenia miał zapewnione życie złotego dziecka. Człowieka, za którym sukces kroczył każdego dnia. Czerpał więc z tych chwil tyle, ile tylko mógł. Nawet jeżeli były ulotne i wyjątkowo marne.
Jego relacja z rodziną Sharmanów nie zawsze wyglądała w taki sposób. Gdy jako kilkuletni chłopiec uciekł z sierocińca, a potem schował się w pokoju jednego z braci, Victor krył go przez kilka dni, przynosił mu jedzenie i dał swoje ubrania. W domu dziecka nie mógł liczyć na nic więcej, niż za duży T-shirt i krótkie spodenki. Był jego pierwszym, prawdziwym przyjacielem, a także tym, którego najwcześniej stracił. Flora i Arthur Sharmanowie obdarzyli go miłością, na którą nie zasłużył i której nie potrafił odwzajemnić, ponieważ nikt nie nauczył go, jak powinno się kochać. A przynajmniej nie we właściwy sposób.
Później ich zdradził. Najpierw sprowadził ich ukochanego syna na złą drogę, a potem ich okradł, by zdobyć choć trochę pieniędzy, które wydał głównie na alkohol i używki. Alfie Meyer urodził się po to, by niszczyć. Miał to w naturze i nawet gdyby próbował, nie potrafiłby się tego pozbyć. Ostatecznie postanowił więc pogodzić się z tym, że w historii rodziny Sharmanów to właśnie on był czarnym charakterem.
Dopalił papierosa, zgasił go w wilgotnym konarze drzewa i jeszcze raz spojrzał w kierunku jeziora. Przełknął z trudem, dostrzegając na twarzy Mikaela szeroki, pełen radości uśmiech. Jego śmiech rozniósł się echem po ogrodzie i wprawił serce chłopaka w nieco szybszy, pełen tęsknoty i bólu rytm.
Pierwsze krople deszczu spadły na policzki Alfiego, wyrywając go z chwilowego zamyślenia. Uniósł głowę i dostrzegł na niebie ciemne burzowe chmury zwiastujące nadciągającą ulewę.
Była to jedna z tych chwil, która właśnie bezpowrotnie minęła, pozostawiając po sobie pustkę i dziwne przeczucie, że coś podobnego nigdy więcej się nie wydarzy.
Już miał zeskoczyć z drzewa na miękką trawę, lecz usłyszał chlupot wody. Zamarł z jedną dłonią wspartą na konarze, a drugą na własnym kolanie. Odwrócił się na moment przed tym, jak z nieba spadł gromki deszcz, a nad jego głową rozbrzmiał pierwszy grzmot rozpoczynającej się burzy.
Na łódce pozostał już tylko jeden z braci.
Sinner
Trzeci, finałowy tom niewiarygodnej serii określanej „debiutem roku”!„Czyż nie tak kończyły się wszystkie piękne historie, w których księżniczka odważyła się pokochać potwora?’’.Jedna krótka chwila zburzyła szczęśliwą wizję przyszłości i zgasiła nikły płomień nadziei, jaki zrodził się w sercu Hailey. Sprowadziła do jej życia mrok i pustkę.Dziewczyna musi stawić czoła samotnoś...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book
e-book · audio
e-book · audio