Prolog
Betoniarka ryknęła niczym monstrum z piekielnych czeluści.
Bęben powoli zaczął się obracać. Rytmicznie, mozolnie, wytrwale. Echo jej ryku poniosło się po przestronnej piwnicy i wsiąkło w wilgotne mury. W zastałym powietrzu unosiły się drobinki cementu i woń drewna cedrowego, a wokół walały się pozostałości po odbytym rytuale. Fiolki z wonnymi olejkami, kawałki bandaży, pędzle, skalpel, palce, uszy. Podłoże było rozmokłe i grząskie, tak że kalosze, które miał na nogach, zapadały się w przesiąkniętej krwią ziemi. Jej specyficzny zapach nieustannie drażnił mu nozdrza.
Mężczyzna przeniósł wzrok na szczelnie owiniętą bandażami ofiarę. Wciąż żyła. Wiła się niczym robal pochwycony w pajęczą sieć, wydając z siebie nieokreślone, bulgoczące dźwięki. Wyglądała obrzydliwie, odrażająco. Nie było w niej nic ludzkiego.
Ale czy kiedykolwiek było? Czy nie zasłużyła sobie na taki los?
Zasłużyła. Mężczyzna nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Cierpienie tej wijącej się glisty i tak nie mogło zadośćuczynić wyrządzonym przez nią krzywdom. Zniszczyła wiele żyć. Złamała niezliczoną liczbę dusz. Mężczyzna był tego pewny, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Może dlatego, że tak było łatwiej? A może dlatego, że podskórnie szukał usprawiedliwienia? Wtedy się nie wahał i robił to, co należało, wszak jego uczucia tu się nie liczyły. On był tylko aniołem zemsty, posłańcem, bożym pomazańcem mającym osądzić i ukarać grzeszników, którzy dopuścili się tak niecnych czynów.
Tylko dlaczego nie czuje ulgi? Dlaczego w ogóle nic nie czuje?
Mężczyzna ściągnął kaptur i wytarł pot z czoła. Splunął na spętaną bandażami ofiarę. Mógł jej dodatkowo naubliżać, zadać jej jeszcze więcej bólu, upodlić ją. Zrezygnował jednak. Nie miał już na to siły, poza tym niczego by to nie zmieniło. Zrozumiał, że i tak nic nie poczuje. Nawet satysfakcji. Prędzej wstyd i obrzydzenie. Chyba też lęk, niedefiniowalny, ale jednak namacalny. Unoszący się pomiędzy fruwającymi w powietrzu drobinkami cementu, podlany wonią własnego potu i parującej krwi ofiary. Jego dusza i tak na zawsze będzie przeklęta. Jeszcze więcej cierpienia nic tu nie da. On swoje zrobił. Już niedługo pozostanie posprzątać i pomyśleć, co dalej. Jak jeść, jak oddychać, jak żyć z tą traumą, która przecież nigdy nie odejdzie. Pozostanie w nim na zawsze. Zresztą nie tylko z nim…
Betoniarka obracała się powoli, zagłuszając swoim rytmicznym rykiem odgłosy miotającej się w dole ofiary. Zresztą i tak nikt by jej nie usłyszał. Stara chałupa stała z dala od innych zabudowań i od dawien dawna nikt w niej nie mieszkał. Pustostan już dawno popadł w ruinę i nawet dzieciaki przestały tu przychodzić. Teraz interesowały ich tylko komputery.
Sprawdził przelewającą się masę i sięgnął po kolejny worek z cementem. Dosypał do bębna, dolał wody. Piasku wystarczyło. Odczekał jeszcze kilka minut, pozwalając maszynie pracować, a gdy płynny beton uzyskał odpowiednią gęstość, zbliżył się do wykopanego grobu.
– Smaż się w piekle, gnoju – syknął i pociągnął wajchę.
Gęsta masa zaczęła powoli, acz systematycznie wylewać się z bębna. Kolejny jęk ofiary stłumił płynny beton.
Anubis
KAŻDY ODPOWIE ZA SWOJE GRZECHY Gdyby nie meldunek z Interpolu, to akta tej sprawy nadal kurzyłyby się w policyjnym Archiwum X. Dwie ofiary – jedną sprzed pięciu lat z Zielonej Góry i drugą sprzed miesiąca z Hurghady – łączy bardzo niepokojący fakt: obydwa trupy zostały zmumifikowane. Komendant Romuald Czarnecki wysyła do Egiptu swojego najlepszego człowieka. Igor Brud...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book
e-book · audio