Rozdział 1
Kreon
1
ul. Kossaka, Żoliborz
Joanna Chyłka szła szybkim krokiem przed siebie, oświetlana czerwono-niebieskimi błyskami radiowozów i karetek, które zastawiły całą ulicę. Mimo późnej pory okolica była rozświetlona jak w dzień, a tłumy gapiów po obydwu stronach zablokowanej drogi przywodziły na myśl godziny szczytu.
Już z oddali dostrzegła czarny worek leżący przy chodniku. Zwolniła kroku i zatrzymała się obok niego. Był gruby, wykonany z polietylenowej folii, zapinany na suwak. Wyposażono go w cztery białe uchwyty po bokach, które miały ułatwiać transport zwłok.
Najwyraźniej nikomu się nie spieszyło, by zabrać te, przy których kucnęła Chyłka. Nic dziwnego, policja i prokuratura za priorytet uznawały zabezpieczenie materiału dowodowego, a losy ciała ofiary liczyły się tylko w kontekście sekcji, która niebawem się odbędzie.
Joanna rozejrzała się i stwierdziwszy, że nikt nie skupia na niej uwagi, trzęsącą się ręką rozsunęła górę suwaka.
Doskonale wiedziała, co zobaczy. Przez telefon przekazano jej najważniejsze informacje.
Spojrzała na pozbawioną życia, wykrzywioną w nienaturalnym grymasie twarz i się wzdrygnęła. Dziura w czole była nierówna, jakby poszarpana, a zaschnięta krew i przejrzysty płyn mózgowo-rdzeniowy wyciekły na wierzch.
Chyłce zrobiło się słabo i odniosła wrażenie, że gdyby teraz wstała, nogi odmówiłyby jej posłuszeństwa. Machinalnym ruchem wyjęła z kieszeni płaszcza paczkę marlboro, ale zanim zdążyła zapalić, usłyszała znajomy głos zza pleców.
– Co ty tu robisz?
Obejrzała się przez ramię i zobaczyła stojącego za nią Olgierda Paderborna. Prokurator nie pasował do reszty osób, które kłębiły się wokół. Wszyscy byli w ubraniach ochronnych, mieli rękawiczki, a niektórzy maseczki i przyłbice. On zaś nosił obcisły garnitur i równo zawiązany krawat.
– Nie powinno cię tu być – dodał szybko.
Joanna powoli się podniosła, a następnie schowała paczkę fajek z powrotem do kieszeni. Nie było najmniejszych szans, by jakikolwiek prokurator pozwolił jej na dymka na miejscu zdarzenia.
Lekko się zachwiała, kiedy zakręciło jej się w głowie. Wypiła tego wieczora trochę za dużo, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że właściwie nie zamierzała z kimkolwiek się widzieć. Plan był taki, że będzie piła dopóty, dopóki nie urwie jej się film.
– Jezu… – mruknął Paderborn. – Jesteś…
– Najebana, ale dama.
Olgierd rozejrzał się w poszukiwaniu funkcjonariusza, któremu z pewnością miał zamiar polecić, by odeskortował Chyłkę poza strefę zamkniętą policyjnymi taśmami.
– Ja i trzeźwość ostatnio nie widujemy się z bliska – dodała.
– Widzę. Ale mogłabyś dać sobie na wstrzymanie, kiedy wybierasz się na miejsce przestępstwa.
– Nie mogłabym, Padre, bo po pierwsze nie wiedziałam, że się wybieram. A po drugie wyznaję zasadę, że alkohol wszystko rozwiązuje.
– Oczywiście.
– Język, portfel, małżeństwa – rzuciła Joanna. – A to tylko trzy losowo wybrane przykłady.
Prokurator chciał skinąć na jednego z mundurowych, ale Chyłka wymierzyła w niego palcem wskazującym.
– Peja reprezentuje biedę – oznajmiła.
– Że co?
– A ja sprawcę tego całego zamieszania – wyjaśniła, rozkładając ręce. – Czyli pechowego stróża prawa, który spowodował, że ten tu leży w worku, zamiast…
– Nikogo nie reprezentujesz. Nie masz uprawnień.
– Prowadzę biuro porad prawnych.
– Świetnie – bąknął Paderborn i już miał przywołać funkcjonariusza, ten jednak zniknął im z pola widzenia.
Chyłka zrobiła krok w stronę prokuratora.
– Sprawdź sobie w KRS-ie – podsunęła. – Nazywa się Adiuvame. Siedziba mieści się w uroczym miejscu na Saskiej Kępie. PKD sześćdziesiąt dziewięć, dziesięć, zet.
Olgierd nie sprawiał wrażenia, jakby to cokolwiek zmieniało.
– Nazwa od łacińskiego „pomóż mi”. Taka sobie, ale wymyślałam w stanie delikatnie wskazującym.
– W którym zbyt często przebywasz.
– Przebywałabym mniej, gdybyście zaczęli lepiej wykonywać swoją robotę.
– Słuchaj…
– Minęły trzy miesiące od jego zaginięcia, Pader – ucięła ostro. – I dalej jesteście w dupie tak ciemnej, że światło dotrze tam dopiero za tysiąc lat.
Wiedziała, że akurat on zrobił wszystko, by odpowiednie służby odnalazły Kordiana. Z punktu widzenia prokuratury sytuacja była jednak jasna: brakowało dowodów na to, że Piotr Langer w ogóle żyje. A namierzanie osób zaginionych nie leżało w ich gestii.
Chyłka była zdana wyłącznie na siebie, nie miała u kogo szukać pomocy. Konsorcjum wciąż wprawdzie było zainteresowane znalezieniem Langera, ale wątpiło, że Joanna może w tym pomóc. Dla wszystkich innych zaś Oryński po prostu opuścił kraj i najwyraźniej nie zamierzał wracać.
Kluczem do wszystkiego pozostawał Langer.
Gdyby Chyłce udało się go znaleźć, zyskałaby kartę przetargową w układach z Konsorcjum. Przehandlowałaby ją za to, że Nachurny wycofa swoje zeznania – a wówczas ona bez trudu doprowadziłaby do obalenia wyroku sądu dyscyplinarnego.
Odkrycie miejsca, gdzie przebywa Piotr, było też równoznaczne z odnalezieniem Zordona. Nie ulegało wątpliwości, że ten psychopata wciąż go przetrzymuje.
Chyłka zamrugała nerwowo, nie chcąc zastanawiać się nad tym, co się z nim dzieje. Przez ostatni kwartał robiła to właściwie bez ustanku i za każdym razem potrafiła wyobrazić sobie jedynie czarne scenariusze.
Tyle czasu w towarzystwie Langera oznaczało horror. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.
Z zamyślenia wyrwało ją głośne chrząknięcie Paderborna.
– Tak czy inaczej, nie masz uprawnień do reprezentowania kogokolwiek – powiedział. – Więc albo sama opuścisz miejsce zdarzenia, albo…
– Naprawdę chcesz wywalić stąd prawnego reprezentanta podejrzanego?
– Na razie nikt nie jest o nic podejrzany. A ty zostałaś skreślona z listy adwokatów.
Joanna zbliżyła się do niego jeszcze trochę.
– Co znaczy tyle, że nie mogę występować przed sądem – odparła. – Ale wszystko inne mieści się w zakresie prawnej reprezentacji.
– Ale nie procesowej. A bez niej…
– Zatrudniam do tego człowieka.
– Kogo?
– Gówno cię to obchodzi – odparła. – A teraz prowadź do mojego klienta albo od razu dzwonię do Amnesty International, Human Rights Watch, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Magdy Gessler. I będziesz miał prawdziwe rewolucje.
Paderborn przypatrywał jej się przez chwilę pytająco, jakby chciał się upewnić, czy będąc niezbyt trzeźwa, faktycznie chce się widzieć z człowiekiem, którego określała mianem swojego klienta.
Ostatecznie musiał dojść do wniosku, że w istocie nie do niego należy decyzja. Przeprowadził ją między radiowozami i wskazał miejsce za karetką. Chyłka minęła ją, po czym dostrzegła funkcjonariusza siedzącego na chodniku.
Nogi miał podciągnięte, ręce oparte na kolanach. Nieobecny wyraz twarzy i zaschnięte krople krwi na czole dopełniały obrazu człowieka kompletnie wybitego z rzeczywistości.
Szczerbiński ocknął się dopiero, kiedy Joanna zatrzymała się tuż przed nim.
– Coś ty, kurwa, zrobił?
Rozejrzał się jak spłoszone zwierzę i kaszlnął nerwowo. Paderborn odszedł, a w najbliższej okolicy nie było nikogo, kto mógłby przysłuchiwać się rozmowie.
– Mów – dodała.
– To… to było zwykłe zatrzymanie. Facet wyciągnął broń i…
– I strzeliłeś mu prosto w łeb? Zdajesz sobie sprawę, jak to wygląda?
Podkomisarz w końcu utkwił w niej rozbiegane spojrzenie. Wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć.
– Jak egzekucja – dodała.
– Wiem, ale…
– Ale co?
– On miał broń – powtórzył Szczerbiński. – A ja nie miałem czasu dobrze wycelować.
– I jakimś cudem trafiłeś prosto między oczy?
Nie odpowiedział, a Joanna powiodła wzrokiem dookoła.
– Gdzie jest ta broń?
– Nie wiem. Musieli już ją zabezpieczyć.
– Gość miał palec na spuście?
Szczerbiński wbił pusty wzrok przed siebie, a Chyłka odniosła wrażenie, że będzie to jedyna odpowiedź, jaką uzyska.
– To był nóż. Poza tym…
– Facet groził ci nożem, a ty musiałeś strzelać, żeby się przed nim obronić?
– Tak. Wszystko działo się zbyt szybko…
– Co konkretnie? – rzuciła.
Podkomisarz potarł mocno czoło i zmrużył oczy, jakby z trudem mógł przypomnieć sobie wydarzenia sprzed nie więcej niż kilkudziesięciu minut.
– Zobaczyłem tego mężczyznę… postanowiłem dokonać zatrzymania… wyciągnął ten nóż i…
– Kurwa, Szczerbaty, lep te zdania trochę lepiej.
Spojrzał na nią nieobecnym wzrokiem, a ona uświadomiła sobie, że musi dać mu trochę czasu. Przed momentem zabił człowieka. I to nie w jakiejś strzelaninie, kiedy wokół panuje chaos i może zdarzyć się wszystko.
Stał naprzeciwko niego, a potem pociągnął za spust i wywalił mu dziurę w głowie.
– Dlaczego próbowałeś go zatrzymać? – zapytała Joanna.
W świetle prawa musiał mieć ważny powód, a nim było tylko uzasadnione podejrzenie, że facet popełnił przestępstwo.
– Najpierw… najpierw chciałem go wylegitymować.
– Bo co? Niósł jakiś transparent w obronie praw kobiet?
Podkomisarz jakby nie usłyszał docinka.
– Wydawało mi się, że go rozpoznaję – wydusił w końcu. – Że to osoba poszukiwana.
– I? Co się stało?
– Odmówił wylegitymowania się.
– Więc wyciągnąłeś, kurwa, broń?
– Nie. Pouczyłem go i poinformowałem o tym, że ma obowiązek to zrobić, bo jego wizerunek odpowiada rysopisowi osoby poszukiwanej.
Joanna nie mogła opędzić się od wrażenia, że słucha nie tyle relacji tego, co się wydarzyło, ile wcześniej ułożonej formułki.
– Wyjął broń, a ja natychmiast zrobiłem to samo. Nie dał mi nawet czasu na zastanowienie… Nie miałem wyjścia.
Chyłka przez moment milczała.
– Szukałeś tego gościa? Trafiłeś tu, bo doprowadził cię jakiś trop?
– Nie.
– To skąd się tu wziąłeś?
– Po prostu przechodziłem.
Chyłka westchnęła i usiadła obok niego. Nie wyglądało to dla Szczerbińskiego najlepiej i gdyby nie to, co powiedział jej przez telefon, nie zdecydowałaby się mu pomóc. Ściągnęłaby na miejsce Żelaznego albo innego prawnika, który wisiał jej przysługę. Sama nie miała w tej chwili żadnego interesu w angażowaniu się w takie sprawy.
– Wiem, jak to wygląda – odezwał się podkomisarz. – Ale… pomożesz mi?
Joanna powoli się do niego obróciła.
– Nie zostawiłeś mi innego wyjścia w momencie, kiedy powiedziałeś, że wiesz, jak znaleźć Langera – odparła.
Egzekucja
Minęły trzy miesiące, od kiedy Kordian Oryński zaginął. Przez cały ten czas Chyłka robiła wszystko, by go odnaleźć, ale nie natrafiła na żaden ślad.Prawniczka nie zamierza jednak się poddawać. Aby zapewnić sobie fundusze na dalsze poszukiwania, prowadzi biuro porad prawnych i mimo że nie może sama reprezentować klientów przed sądem, nic nie stoi na przeszkodzie, by wykorzystywa...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book
e-book · audio
e-book