PROLOG
Dworek Weroniki w Lipowie.
Czwartek, 1 lutego 2018. Godzina 00.10.
Aspirant Daniel Podgórski
Za oknem rozległo się przeciągłe wycie. Wilki nadal wędrowały po lesie. Bajka wskoczyła do łóżka, wyraźnie przestraszona. A może tylko udawała, żeby nie wyganiali jej z powrotem na podłogę. Wiedziała dobrze, że nie wolno jej leżeć w pościeli. Zwinęła się w nogach. Grzała przyjemnie, jak tylko może młody, pełen życia i energii pies. Mimo to aspirant Daniel Podgórski miał wrażenie, że cały się trzęsie. Denerwował się. Czekał, aż Weronika znów poruszy temat dziecka. Policjant wiedział, że żona to zrobi. Wcześniej czy później. Przecież ostatnio wieczorami nie chciała rozmawiać o niczym innym. Tymczasem on zupełnie nie był na to gotowy. Z wielu względów.
Po pierwsze właśnie zakończył trudne śledztwo. Obserwował, jak kolega bierze na siebie winę za coś, czego nie zrobił, i prawdopodobnie zostanie skazany. Podgórski czuł jednak, że musi uszanować jego decyzję. Był mu to winien. Paweł Kamiński też swojego czasu wyświadczył mu przysługę.
Ale nie o to tylko chodziło. Była jeszcze druga, nadal otwarta kwestia. Klementyna Kopp.
– Ciekawe, gdzie jest Klementyna – szepnęła Weronika. Najwyraźniej domyśliła się, co zaprząta głowę Danielowi. – Jeszcze się nie odezwała?
– Nie.
Trzydziestego stycznia znaleźli ciało zamordowanej dziennikarki. Nie wyglądało najlepiej. Poszarpało ją jakieś zwierzę, ale nie to było najgorsze. Twarz i górna partia tułowia zostały zmasakrowane. Sekcja potwierdziła, że dziennikarkę zatłuczono na śmierć. Prawdopodobnie kamieniem. Sporo ich leżało wokoło pod śniegiem, więc taką wersję przyjęto. Wydawała się logiczna. Tak jak i wnioski, które śledczy wysnuli na temat sprawcy.
Podgórski poruszył się niespokojnie. Stare łóżko zatrzeszczało. Klementyna Kopp. Zanim Kopp przeszła na emeryturę, wielokrotnie współpracowali. Nigdy nie była typową policjantką. Temu zaprzeczyć nie można. Już sam jej wygląd skłaniał do pewnej dozy podejrzliwości. Wyblakłe tatuaże pokrywały niemal całe jej ciało. Głowę goliła na łyso. Najchętniej ubierała się w skórzane kurtki, czarne bojówki i ciężkie wojskowe buty.
Ale niecodzienna aparycja Klementyny stanowiła jedynie wierzchołek góry lodowej. Kopp zawsze robiła, co chciała. Podczas służby kierowała się własnym kodeksem postępowania. Łamała wszelkie z góry narzucone procedury, jeżeli uważała, że to doprowadzi ją do oczekiwanego rezultatu. Bo rozwiązanie sprawy i odkrycie prawdy zawsze były dla niej najważniejsze.
Z wyraźnym upodobaniem ignorowała też konieczność podporządkowania się przełożonym. Być może dlatego tak wiele razy wstrzymywano jej awans. Jednocześnie przymykano oko na wybryki, bo w wydziale nie było nikogo, kto robiłby lepsze wyniki niż ona i był bardziej doświadczony. Tego zakwestionować nie mogli nawet najbardziej zaciekli jej wrogowie. Zarówno w ich komendzie, jak i w wojewódzkiej. Przynajmniej do momentu, kiedy przesadziła na tyle, że w końcu wysłano ją na emeryturę. Prawdę mówiąc, był na to czas. Mało kto nosi jeszcze odznakę po przekroczeniu sześćdziesiątki.
– Uważasz, że jest niewinna? – zapytała Weronika, przytulając się do Daniela.
Podgórski miał ochotę odsunąć żonę od siebie. Z trudem się powstrzymał, żeby tego nie zrobić. I to był trzeci problem, ale o nim Daniel wolał nie myśleć.
– Klementyna nie jest taka – powiedział. Miał ochotę zapalić. A jeszcze lepiej się napić. Ale oczywiście nie mógł. Skoro minęła północ, właśnie zaczynał trzysta dziewięćdziesiąty piąty dzień trzeźwości. – Bardziej martwi mnie, że może coś jej się stało.
Klementyna Kopp nadawała się na idealną podejrzaną i media z miejsca to podchwyciły. Zresztą nie tylko media. Na komendzie też uważano, że to ona zamordowała Joannę Kubiak. Przede wszystkim dlatego, że Kopp prawdopodobnie była ostatnią osobą, która widziała dziennikarkę żywą.
Daniel zerknął na żonę. Jasne światło księżyca odbijało się w jej rudych włosach. Uśmiechnęła się do niego. Z trudem odpowiedział tym samym. To właśnie Weronika zawiadomiła komendę, że coś się stało z Joanną Kubiak.
W Lipowie sporo się działo i żona martwiła się o znajomą dziennikarkę. Zadzwoniła do niej, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku. Zupełnie nieoczekiwanie telefon Joanny odebrała Klementyna i powiedziała, że potrzebna będzie pomoc. Potem się rozłączyła. I zniknęła. W lesie zostało tylko martwe ciało dziennikarki.
Klementyny nie było już drugi dzień. Większość osób uznała więc, że emerytowana komisarz po prostu uciekła po dokonaniu zbrodni. Podgórskiego martwiło coś zgoła innego. Bał się o przyjaciółkę. A jeśli ją też spotkało coś złego?
– Zresztą to w ogóle nie trzyma się kupy – powiedział. Bajka chrapnęła głośno. Wilki w lesie ucichły, więc suczka spokojnie zapadła w głęboki sen. – Klementyny nic nie łączyło z Joanną Kubiak. Dlaczego miałaby ją zabić?
Dziennikarka relacjonowała zdarzenia, które miały miejsce w Lipowie w ostatnim roku. W związku z tym spotykały się wprawdzie z Klementyną, ale nie był to żaden bliski kontakt. Kopp być może i nienawidziła pismaków, jak sama ich nazywała, ale Podgórski szczerze wątpił, by to mógł być motyw morderstwa. I to takiego.
Doktor Koterski potwierdził w trakcie sekcji, że bezpośrednią przyczyną śmierci było swoiste ukamienowanie, ale powiedział też, że przedtem dziennikarce pękł tętniak. Wszystko wskazywało więc na to, że Joanna Kubiak była nieprzytomna, kiedy ją mordowano. I to Klementyna miałaby popełnić taki czyn?
Bywała agresywna, to prawda. Daniel widział ją w akcji kilkakrotnie. Zdarzyło się nawet, że groziła służbową bronią szefowi techników. Ale atakować bezbronną, nieprzytomną dziennikarkę? Nie, to Podgórskiemu zupełnie do Klementyny nie pasowało. Ale skoro nie zabiła Joanny Kubiak, to dlaczego zniknęła?
Znów poruszył się niespokojnie. Weronika położyła dłoń na jego klatce piersiowej. Nie chciał jej dotyku. Tęsknił za zupełnie innym. Usiadł na łóżku. Żona spojrzała na niego pytająco.
– Jeżeli chodzi o dziecko… – Podgórski nie wiedział, dlaczego sam podejmuje ten temat. Przecież chciał go unikać. – Ja…
Chciał powiedzieć, że na samą myśl o dziecku znów ma przed oczami delikatne ciałko zmarłej córeczki. I jej maleńki grobek. Chciał powiedzieć, że się boi. Po prostu i zwyczajnie się boi. Że nie chce decydować, bo może wybierze źle.
Potem pomyślał o Emilii. To była właśnie ta trzecia sprawa. Najbardziej chyba paląca. Kochał nie tę kobietę, którą powinien. Co gorsza, trochę czasu potrzebował, żeby sam się do tego przed sobą przyznać. Za dużo czasu. W końcu Strzałkowska postawiła sprawę jasno: to koniec. Mieli być tylko kolegami z pracy. To wszystko. Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy. Spierdolił to. Przez własne pieprzone niezdecydowanie.
– Zróbmy to, jeśli chcesz – powiedział cicho.
Weronika marzyła o dziecku. Była jego żoną. Równie dobrze mógł to dla niej zrobić. Przynajmniej jedna osoba będzie zadowolona.
– Naprawdę?
– Tak – zapewnił policjant, chociaż wszystko w nim krzyczało.
Żona chciała coś powiedzieć, ale w tym momencie zadzwonił telefon Daniela. Nieznany numer. Odebrał szybko.
– Cześć. To ja.
Zastygł bez ruchu. Klementyna nawet nie musiała się przedstawiać. Jej głos był niemożliwy do pomylenia z żadnym innym. Poza tym zawsze wypluwała słowa jak z karabinu maszynowego. Póki człowiek się do tego nie przyzwyczaił, trudno było ją zrozumieć.
– Możesz wreszcie przestać się bawić w ciuciubabkę i powiedzieć, co się dzieje? – zapytał Podgórski.
Nie zamierzał tracić czasu na przywitania. Mogła w każdej chwili się rozłączyć. Wcale by się nie zdziwił. Nie miał ochoty na uniki. Chciał wiedzieć, co się dzieje i dlaczego się ukrywa.
– Spoko. Ale! Nie za bardzo mogę – odparła Klementyna.
Zabrzmiało to dość beztrosko. Podgórski słyszał jednak lekkie drżenie w jej głosie. A może to były zakłócenia na linii? Może znalazła się w miejscu o słabym zasięgu. Przecież Kopp rzadko ulegała jakimkolwiek emocjom. Ostatnio głównie w towarzystwie swojego maleńkiego wnuczka. Chłopiec zdołał skutecznie obalić barierę, którą się otaczała.
– Klementyna, nie mam teraz na to siły – rzucił policjant. – Kamiński jest na dołku. Byłem cały dzień na nogach. Mam dosyć. Możesz wracać. Nie jesteś już podejrzana w sprawie tej Kubiak.
To nie była prawda, ale liczył na to, że ludzie na komendzie szybko pójdą po rozum do głowy. Poza tym Kamiński wziął na siebie nie tylko trupy z Rodzanic, ale i śmierć dziennikarki.
Przez chwilę po drugiej stronie linii panowało milczenie.
– A powinnam być – oznajmiła w końcu Kopp.
Daniel miał wrażenie, że się przesłyszał.
– To znaczy? – zapytał powoli. – Co masz na myśli?
– Bo to ja zabiłam pismaczkę.
Podgórski nie mógł wykrztusić ani słowa. Sądził, że się przesłyszał. Przyciskał telefon do ucha, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Weronika spojrzała na niego zaniepokojona.
– Gdzie ty jesteś? – zapytał Klementynę. – Spotkajmy się i porozmawiajmy.
Cokolwiek się stało, raczej nie powinni jak gdyby nic gawędzić o tym przez telefon. Każdy policjant miał z tyłu głowy, że może go słuchać BSW1. Choć może to zahaczało czasem o teorie spiskowe. Wszystkich funkcjonariuszy podsłuchać przecież nie mogli. Za wielka formacja, żeby dało się to wykonać. Mimo to gdzieś tam kołatało pytanie: a co, jeśli słuchają właśnie mnie?
– Byłeś na sekcji, co? – zapytała emerytowana komisarz zamiast odpowiedzi. Jej ton znów niebezpiecznie przypominał zwykłą pogawędkę. – Widziałeś jej cholerną dziarę na piersi, co?
Daniel widział tatuaż Joanny Kubiak już w lesie. Wystawał spod poszarpanego ubrania dziennikarki. Wydawał się niezdarnie wykonany. Jakieś kropki i okręgi. Może planety. Nie przyszło mu do głowy, że to może być coś istotnego. Z tego, co wiedział, przełożeni nie planowali na razie upubliczniać informacji o tatuażu.
– A jakie to ma znaczenie? – zapytał.
– Pismaczka cały czas nosiła te swoje sweterki – ciągnęła Kopp. – Nawet nie wiedziałam, że ma tę dziarę. Dopiero jak chciałam jej pomóc, tam w lesie, wtedy go zauważyłam. Wtedy zrozumiałam, z kim naprawdę mam do czynienia.
– Znałaś ją? – zdziwił się Daniel.
Przez chwilę po drugiej stronie linii słychać było trzaski, jakby Kopp faktycznie przebywała w miejscu, gdzie zasięg telefonii komórkowej jest kiepski. Niestety nie dawało to żadnej wskazówki, gdzie może być. Tu w okolicy wszędzie były lasy. Wielkie stare drzewa skutecznie blokowały sygnał. Złapać dobre połączenie niekiedy graniczyło z cudem. Klementyna równie dobrze mogła być dziesięć metrów stąd albo gdzieś daleko.
– Do tamtej chwili nie wiedziałam nawet, że to ona – usłyszał w końcu. Głos emerytowanej komisarz brzmiał nieco mechanicznie zdeformowany przez zakłócenia. – Nie poznałam jej, chociaż od początku jej nie ufałam. Minęło tyle czasu… Ale! Jak zobaczyłam tatuaż, to już wiedziałam. I…
Klementyna umilkła nagle.
– I co? – zapytał Podgórski. Bał się tego, co prawdopodobnie mógł znów usłyszeć. Już chyba wolałby, żeby Klementyna się rozłączyła, niż powtórzyła to, co wcześniej.
– Musiała zginąć.
Tego było już za wiele. Policjant poderwał się z łóżka. Stare sprężyny skrzypnęły głośno. Podszedł do okna. Bose stopy marzły na drewnianej podłodze. Trzeba będzie w końcu pomyśleć o lepszym ogrzewaniu niż kaflowe piece.
Wyjrzał na dwór. Światło księżyca odbijało się od śniegu. Pełnia sprawiała, że było całkiem jasno. Niemal jak w dzień. Drzewa tańczyły na wietrze na skraju lasu. Wyglądały, jakby miały minąć budynek stajni i ruszyć do dworku.
– Klementyna, o czym ty kurwa mówisz? – zapytał, przyciskając znów telefon do ucha. Pieprzyć BSW.
– Wzięłam kamień i po prostu rozwaliłam jej czaszkę – odpowiedziała Kopp beznamiętnie. – Uwierz. Należało jej się jak nikomu innemu. Joanna.
Emerytowana komisarz zaśmiała się chrapliwie, jakby z jakiegoś powodu imię dziennikarki ją rozbawiło.
– O czym ty kurwa mówisz, Klementyna?! – prawie wrzasnął policjant.
Nie bardzo wiedział, co jeszcze mógłby dodać. To, co wyznała Kopp, zupełnie nie mieściło mu się w głowie. Mimo wszystkich swoich przewinień Klementyna naprawdę była ostatnią osobą, którą podejrzewałby o taki czyn. Brała na siebie winę za kogoś? Jak Kamiński? O co chodziło? I gdzie teraz była?
– Nie miałam czasu, żeby zacierać ślady – ciągnęła Kopp nieubłaganie. – Kamień zabrałam. Jej komórkę zostawiłam na ciele. Chyba ją znaleźliście. Pewnie Ziółek coś na mnie znajdzie. Poszłam do samochodu i odjechałam. Jeśli nawet wzięliście psy, to i tak zgubiły mój ślad. Mylę się, co? Potem ukradłam blachy, podmieniłam i proszę. Tyle mnie widzieliście.
Klementyna powiedziała to takim tonem, jakby uważała, że i Daniel jest przeciwko niej. Podgórski nie wiedział, jak zareagować. Miał ochotę zapalić. Albo jeszcze lepiej się napić. Tyle dni był trzeźwy, ale cichy głos z tyłu głowy ciągle szeptał dokładnie to samo. Jeżeli wypije, wreszcie poczuje się lepiej.
– Dlaczego? – zapytał tylko. Z nadzieją, że Klementyna zrozumie, że pyta o zabójstwo.
– Opowiem ci następnym razem – odparła Kopp. – To jeszcze nie koniec.
Zanim Daniel zdążył coś odpowiedzieć, usłyszał kliknięcie rozłączanego połączenia. I ciszę. To jeszcze nie koniec, powiedziała Kopp. Jeżeli to oznaczało, że ktoś jeszcze zginie, to Podgórski liczył, że się myliła.
1 Biuro Spraw Wewnętrznych.
Pokrzyk
We Wnykach wszyscy wierzą, że jak ktoś odwiedzi stary dwór pod lasem, to umrze. Klątwa jest nieubłagana. Dotknie każdego, kto przekroczy próg. Weronika Podgórska trafia tam zupełnym przypadkiem. Wkrótce okazuje się, że będzie musiała wrócić, i to w towarzystwie osoby, której nienawidzi. W tym samym czasie niedaleko umiera pewna staruszka. Przy jej ciele przyłapano emerytowaną k...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book
e-book · audio
e-book · audio