Kłącza
1
Wsiadłem do taksówki. Jeszcze nie wiedziałem, że wszystko jest morderstwem.
Ulice Pragi były zakorkowane, więc na tylnym siedzeniu spokojnie kartkowałem letni dodatek literacki. Wszystkie opowiadania i fragmenty powieści ilustrowane były obrazami jednego tylko malarza.
Filipa Černego (www.filipcerny.cz).
Moją uwagę zwrócił obraz z pokojem, na którym widać biurko z lampą i dwa okna, ale rozmyte, rozpylone, uciekające z pamięci. Na trójwymiarowe tło rzucono linie – sprawiały wrażenie azjatyckich znaków, a układały się we framugi okien. Pociągająca w tej ilustracji była lekkość. Taka, że chciałbym wejść do środka. Zatelefonowałem od razu (evviva WWW!) do malarza. Podobno nie należy entuzjazmować się dziełem, które chcemy kupić, ponieważ to natychmiast podnosi jego cenę, ale mój związek z obrazem był już przesądzony.
Nazajutrz pojechałem do atelier.
– Chodzi mi o wnętrze pokoju, które było w gazecie – powiedziałem w progu.
– Chętnie pokażę – odparł Filip Černý i zamiast pokoju wytaszczył gigantyczne płótno z fragmentem nagiego kobiecego ciała w pozycji ginekologicznej. Z białej pościeli w niebieskie paski patrzy na nas owłosione łono. Na stoliku obok paruje kawa. Tyle że nie widzimy głowy kobiety, niknie gdzieś w odmętach pościeli albo nie ma jej w ogóle. Pomyślałem, że to chyba obraz niedokończony. Jakby malarz w połowie tułowia nagle stracił zainteresowanie damą, którą miał stworzyć. A jak już je stracił, to zaczął rozlewać po tym obrazie krwistoczerwoną farbę, a może i rzucał nią w płótno.
– Zatytułowałem ten obraz Morderstwo – wyjaśnił. – Może ten pan kupi?
– Wolałbym jednak pokój – powiedziałem.
– A nie sądzi pan, że wszystko jest morderstwem? – spytał. – Przecież każda relacja jest początkiem morderstwa. Morderstwo jest wpisane w początek wszystkiego, co piękne.
– Być może – stwierdziłem. – Rzeczywiście wiele związków od pierwszego dnia jest tylko rejestracją wzajemnych krzywd i urazów. Poza tym jesień za chwilę zamorduje lato, żółć zamorduje pełną życia zieleń… – zacząłem fantazjować.
– Bo te morderstwa mogą mieć bardzo różne formy… – dodał.
– Wiem – powiedziałem. – Nie muszą być przecież morderstwami w afekcie, jedno morderstwo może trwać wręcz przez całe życie.
Skinął głową.
– A to Morderstwo nawet taniej sprzedam. Muszę się pozbyć tej kobiety z mojego życia.
– Obrazu?
– Tej kobiety we wszystkich jej postaciach.
Niestety, chciałem kupić pokój, który był w czasopiśmie.
Zaczął mnie wprowadzać dalej, między swoje pogodne płótna: powierzchnie wód stojących, widoki w lusterkach wstecznych… Wyjaśnił, że tła maluje pędzlem powietrznym, który rozpyla farbę pod ciśnieniem, zaś szczegóły są malowane pędzlem z włosia. Poprosił, żebym sobie wybrał coś z lusterek lub wód.
Ja na to, że tylko pokój.
– Chyba go nie mam… – zastanowił się na głos. – Nie, nie mam – dodał zdecydowanie.
Wróciłem do tematu morderstwa:
– Moja koleżanka mawia, że zarówno w morderstwie, jak i w pocałunku najlepsza jest chwila tuż przed. A po wszystkim nie wiadomo, co zrobić z ciałem.
Zaśmiał się.
Po dwóch godzinach mówiliśmy już sobie po imieniu.
– Proszę, sprzedaj mi ten pokój…
– Nie chciałem go nigdy sprzedawać, bo to mój ulubiony obraz. Jest najbardziej osobisty. To jest nasz pokój, brat i ja mieliśmy wtedy po dwanaście lat. Z bratem nie jestem w dobrych stosunkach, to jedyne, co mi z tamtego czasu pozostało.
– Obiecuję, że to będzie też mój ulubiony obraz. Wypożyczę ci go na każdą wystawę. Podaj cenę.
Podał.
– Zapłacę półtora raza więcej i nie protestuj.
– Jezusie, to ja zapłacę alimenty! – powiedział ucieszony i weszliśmy w głąb drugiego pomieszczenia, gdzie ukryte pod wieloma płótnami tkwiło to moje.
Kupno obrazu jest dla mnie początkiem intymnego aktu. Artysta poświęca na wypełnianie kawałka materiału swój czas, swoje myśli, swoje uczucia. Nagle ten fragment własnego życia w postaci obrazu oddaje komuś obcemu. I tak dzięki temu mamy u siebie czyjeś życie. I ono jest tylko dla nas. Nie jest to możliwe przy kupnie książki, nie jest możliwe przy kupnie płyty. Powieść może przeczytać każdy, każdy może posłuchać symfonii, zwielokrotnionej w milionach egzemplarzy. A obraz – jeśli tak zdecyduję – jest wyłącznie mój. Mogę go oglądać sam. Gdybym tylko chciał pokochać coś, w czym nie kochają się wszyscy, współczesne malarstwo jest do tego idealne. Można zawłaszczyć zupełnie nowe, niereprodukowane obrazy. Dlatego też bycie właścicielem zamalowanego płótna jest dla niektórych wyjątkowo podniecające.
Każdy, kto odwiedzał mnie w Warszawie, trafiał na obraz Filipa Černego w gabinecie. Prawie każdy zauważał, że obraz pokoju jego dzieciństwa jest niemal odzwierciedleniem pokoju, w którym pracuję. Wyglądał jak jego dobry duch, w spokojnych, rozmytych popielach, szarościach i bielach.
Do czasu.
– Przecież w ten pokój wrastają kwiaty zła – stwierdziła znajoma, spoglądając na płótno nad kanapą.
W byciu człowiekiem najpiękniejsze jest poznanie innego człowieka, którego oczami możemy spojrzeć na to, co widzimy od dawna. Jego oczy patrzą dla nas. Dostrzegają rzeczy, których nie mogły dostrzec nasze. Ktoś znajduje nowe znaczenia tego, co zaliczyliśmy już do oczywistości. Prezent równie dobry jak obraz.
– Sielanka rozsadzana przez kłącza śmierci – sprecyzowała.
– Do tej pory tego nie zauważyłem. Jak to możliwe? – Byłem pod wrażeniem tego odkrycia.
– Od początku – podkreśliła – nie widzę tu żadnego pogodnego obrazka.
2
W Roku magicznego myślenia amerykańska autorka Joan Didion opisuje rok po nagłej śmierci męża. „Siadasz do kolacji i życie, jakie znasz, się kończy. Pozostaje kwestia żalu nad sobą” – tak zaczyna swoją książkę. Pisze – o ile dobrze pamiętam, bo nie chcę czytać jej drugi raz – że potem ten, kto zostaje przy życiu, szuka zapowiedzi. Poszukujemy w pamięci znaków, które zapowiadały to, co się wydarzy. Złudzenie? Że gdybyśmy je odczytali, zapobiegniemy najgorszemu?
Jednak wydaje mi się, że rola wyznaczona znakom jest ustalona raz na zawsze.
Znaki są na potem.
Wszystko jest morderstwem.
Sielanka rozsadzana przez kłącza śmierci.
„Weź tę płytę. Jeden artysta nagrał moje bicie serca. Będziesz miał, jak mnie już nie będzie”.
„Napisz książkę pod tytułem Nie ma. A na okładce nie powinno być nic. Nawet nazwiska autora. Pusty biały papier. O tym, jak żyć z »nie ma«. Idealny temat dla ciebie”.
I prezent, ostatni, na Boże Narodzenie: Martwe dusze.
Znaki są na potem.
Projekt Prawda
„Prawdy wyczute, prawdy wyczytane, prawdy wykradzione...” – jeden z czołowych polskich reportażystów odsłania się przed czytelnikami w fascynującym polowaniu na prawdę – o sobie i o nas. Bo co człowiek – to inna prawda. „Projekt: prawda” to pozycja, jakiej na polskim rynku wydawniczym jeszcze nie było. Książka ta jest kolażem, na który składają się miniatury Mariusz...
Spodobał Ci się fragment?
e-book
e-book · audio
e-book · audio
e-book