Prolog

W którym niewiele widać, jak również słychać niewiele.
O tej porze korytarz jest zupełnie pusty – ale niebieskawy poblask księżyca przeświecający przez gałęzie drzew układa na drzwiach i ścianach dziwne wzory, które co chwilę zespalają się w jakieś postaci: zakonnicę w kornecie i rozłożystym habicie, przygarbioną staruszkę, rosłego stróża. Ale to nic, to nic.
O ileż byłoby łatwiej, gdyby pokój leżał w bocznym skrzydle, za węgłem – ale te drzwi widać z przeszklonego pomieszczenia na końcu korytarza, jasno oświetlonego lampą; tutaj łączą się obie części budynku, damska i męska, a w dyżurce przy zamkniętych na klucz drzwiach strażuje zwykle cerber w stroju szarytki; teraz jednak cerbera, Bogu dzięki, nie ma.
Wraca, starając się iść bezszelestnie. Wsuwa się do pokoju, podchodzi do ciała w skłębionej pościeli; widać przeszły przez nie agonalne spazmy, oblicze jednak wydaje się dziwnie spokojne, jakby po śmierci przyszła na nie jakaś słodycz.
Najtrudniej ją chwycić. Goła pięta, wystająca z koca, stuknęła o podłogę. Ani mru mru. Nie, nikt nie idzie, nikt niczego nie usłyszał. Jeszcze tylko zasłać łóżko. I raaaz! Kto by się spodziewał, że ciało tak ciąży? Więcej niż za życia. Ile ona mogła ważyć, cztery kamienie? Cetnar? Nie, mniej niż cetnar. Chude toto, sama skóra i kości, głowa jak u ptaszka, dłonie jak łapki nietoperza. A ledwie z niej życie odpłynęło – to jakby dzwon Zygmunt dźwigać. Zipnęła? Nie, w żadnym razie. Ale jest przecież to wrażenie, że trup wróci zaraz do życia i zacznie się mścić. Jeszcze tylko ze cztery metry, trzy, dwa. Normalnie ten korytarz nie wydaje się aż tak szeroki, a teraz jakby się targało i targało. Na szczęście nie ma tu żadnych drzwi, żadnego zamka, wejście pod górę swobodne. Tak czy owak, zaczynają się schody. Dobrze, że nowe, to nieskrzypiące.
Tajemnica domu Helclów
Profesorowa Szczupaczyńska ma tysiąc spraw na głowie. Musi pamiętać o pulardzie na obiad, nie zapomnieć kupić wina przeciwko cholerze, sprawdzić, czy nowa służąca dobrze wyczyściła srebra. I jednocześnie potwornie się nudzi. Kraków w 1893 roku nie obfituje w atrakcje. Kiedy więc przypadkiem dowiaduje się, że w słynnym Domu Helclów zaginęła jedna z pensjonariuszek, zaczyna dział...
Spodobał Ci się fragment?
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio
e-book · audio