Bajki robotów
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Żył raz pe­wien wiel­ki kon­struk­tor-wy­na­laz­ca, któ­ry nie usta­jąc, wy­my­ślał urzą­dze­nia nie­zwy­kłe i naj­dziw­niej­sze stwa­rzał apa­ra­ty. Zbu­do­wał był so­bie ma­szyn­kę-okru­szyn­kę, któ­ra pięk­nie śpie­wa­ła, i na­zwał ją pta­szy­dło. Pie­czę­to­wał się ser­cem śmia­łym i każ­dy atom, któ­ry wy­szedł spod jego ręki, no­sił ów znak, że dzi­wi­li się po­tem ucze­ni, od­naj­du­jąc w wid­mach ato­mo­wych mi­go­tli­we ser­dusz­ka. Zbu­do­wał wie­le po­ży­tecz­nych ma­szyn, wiel­kich i ma­łych, aż na­szedł go po­mysł dzi­wacz­ny, aby śmierć z ży­ciem w jed­no złą­czyć i tak do­piąć nie­moż­li­wo­ści. Po­sta­no­wił zbu­do­wać isto­ty ro­zum­ne z wody, ale nie tym okrop­nym spo­so­bem, o któ­rym za­raz po­my­śli­cie. Nie, myśl o cia­łach mięk­kich i mo­krych była mu obca, brzy­dził się jej jak każ­dy z nas. Za­mie­rzył zbu­do­wać z wody isto­ty praw­dzi­wie pięk­ne i mą­dre, więc kry­sta­licz­ne. Wy­brał tedy pla­ne­tę, bar­dzo od wszyst­kich słońc od­da­lo­ną, z za­mar­z­łe­go jej oce­anu wy­siekł góry lo­do­we i z nich, jak z krysz­ta­łu gór­skie­go, wy­cio­sał Kry­oni­dów. Zwa­li się tak, bo tyl­ko w prze­raź­li­wym mro­zie ist­nieć mo­gli i w pu­st­ce bez­sło­necz­nej.