Bajki robotów
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Po­bu­do­wa­li też w nie­dłu­gim cza­sie mia­sta i pa­ła­ce lo­do­we, a że wszel­kie cie­pło gro­zi­ło im zgu­bą, zo­rze po­lar­ne ła­pa­li do wiel­kich na­czyń przej­rzy­stych i nimi oświe­tla­li swo­je sie­dzi­by. Im kto był wśród nich moż­niej­szy, tym wię­cej miał zórz po­lar­nych, cy­try­no­wych i sre­brzy­stych, i żyli so­bie szczę­śli­wie, a że się nie tyl­ko w świe­tle, ale i w szla­chet­nych ka­mie­niach ko­cha­li, sły­nę­li ze swych klej­no­tów. Klej­no­ty te były z za­mar­z­nię­tych ga­zów cię­te i szli­fo­wa­ne. Bar­wi­ły im wiecz­ną ich noc, w któ­rej, jak du­chy uwię­zio­ne, pło­nę­ły wy­smu­kłe zo­rze po­lar­ne, po­dob­ne do za­klę­tych mgła­wic w kło­dach z krysz­ta­łu. Nie­je­den zdo­byw­ca ko­smicz­ny chciał po­siąść te bo­gac­twa, cała bo­wiem Kry­onia była z naj­więk­szych dali wi­docz­na, mi­go­cąc bo­ka­mi jak klej­not, ob­ra­ca­ny z wol­na na czar­nym ak­sa­mi­cie. Przy­by­wa­li więc awan­tur­ni­cy na Kry­onię, by szczę­ścia wo­jen­ne­go pró­bo­wać.