Bajki robotów
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Nie od­stra­szył los Mo­sięż­ne­go in­nych śmiał­ków. Przy­le­ciał po nim elek­try­cerz Że­la­zny, opiw­szy się płyn­nym he­lem, aż mu w sta­lo­wym wnę­trzu bul­go­ta­ło, a szron, osia­da­ją­cy na pan­ce­rzu, uczy­nił go do ku­kły śnie­go­wej po­dob­nym. Ale szy­bu­jąc ku po­wierzch­ni pla­ne­ty, roz­pa­lił się od tar­cia at­mos­fe­rycz­ne­go, hel płyn­ny wy­pa­ro­wał z nie­go, świsz­cząc, a on sam, świe­cąc czer­wo­no, na ska­ły lo­do­we upadł, któ­re za­raz się otwar­ły. Wy­do­był się, parą bu­cha­jąc, po­dob­ny do gej­ze­ra wrzą­ce­go, lecz wszyst­ko, cze­go się tknął, sta­wa­ło się bia­łym ob­ło­kiem, z któ­re­go śnieg pa­dał. Usiadł więc i cze­kał, aż osty­gnie, a gdy już gwiazd­ki śnie­go­we prze­sta­ły top­nieć mu na pan­cer­nych na­ra­mien­ni­kach, chciał wstać i ru­szyć w bój, lecz smar stę­żał mu w sta­wach i nie mógł na­wet grzbie­tu wy­pro­sto­wać. Do dzi­siaj tak sie­dzi, a śnieg pa­da­ją­cy uczy­nił go bia­łą górą, z któ­rej tyl­ko ostrze heł­mu wy­sta­je. Na­zy­wa­ją tę górę Że­la­zną, a w oczo­do­łach jej lśni wzrok za­mar­z­nię­ty.