Bajki robotów
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Po­sły­szał o lo­sie po­przed­ni­ków trze­ci elek­try­cerz, Kwar­co­wy, któ­re­go w dzień nie wi­dać było ina­czej jak so­czew­kę po­le­ro­wa­ną, a w nocy jak od­bi­cie gwiazd. Nie oba­wiał się, że mu olej w człon­kach stę­że­je, bo go nie miał, ani że lo­do­we kry pod no­ga­mi mu pęk­ną, mógł bo­wiem zim­nym sta­wać się, jak chciał. Jed­ne­go mu­siał uni­kać, to jest my­śle­nia upo­rczy­we­go, od nie­go bo­wiem roz­grze­wał mu się kwar­co­wy mózg i to mo­gło go zgu­bić. Ale po­sta­no­wił so­bie bez­myśl­no­ścią ży­wot ura­to­wać i zwy­cię­stwo nad Kry­oni­da­mi osią­gnąć. Przy­le­ciał na pla­ne­tę, a taki był dłu­gą po­dró­żą przez wiecz­ną noc ga­lak­tycz­ną zmro­żo­ny, że me­te­ory że­la­zne, któ­re się o jego pierś w lo­cie ocie­ra­ły, trza­ska­ły na ka­wał­ki, dzwo­niąc jak szkło. Osiadł na bia­łych śnie­gach Kry­onii, pod jej nie­bem czar­nym jak gar­nek peł­ny gwiazd, i, po­dob­ny do lu­stra przej­rzy­ste­go, chciał się za­sta­no­wić, co ma po­cząć da­lej, ale już śnieg wo­kół nie­go sczer­niał i po­czął pa­ro­wać.

– Oho! – rzekł so­bie Kwar­co­wy – nie­do­brze! Nic po tym, byle tyl­ko nie my­śleć, a bę­dzie do­bra na­sza!