Opasłe raporty doradców mają niewiele wspólnego z minimalizacją ryzyka i służą raczej do uzasadniania decyzji. Czy była ona słuszna – pokaże czas. Sądzę, że wielu inwestorów giełdowych mogłoby się oburzyć, gdyby podsłuchało naszą rozmowę. Trwonienie ich pieniędzy na konsultantów tylko po to, żeby szefowie firmy mogli zamaskować własny brak wyobraźni, nie wydaje się sensowne. Jednak, co ciekawe, mechanizm opisany przez mojego znajomego kryje się za większością poważnych decyzji, które podejmujemy w naszym życiu. I to nie tylko w biznesie. Pytanie o to, czy inwestować w nową technologię, jest w gruncie rzeczy bardzo podobne do pytania, czy poślubić daną osobę i spędzić z nią resztę życia. Ludzie różnie próbują uzasadnić swój wybór: rozmawiają z rodziną i przyjaciółmi, chodzą do wróżek. Sęk jednak w tym – przekonuje autor książki Błysk! Potęga przeczucia – że rosnąca liczba argumentów „za” i „przeciw” nie ułatwia podjęcia decyzji. Co więcej, im bardziej „żelazne” są te dowody, tym mniej słuchamy głosu intuicji. I tym bardziej prawdopodobne, że nasza decyzja będzie wielkim błędem.