W barze jest młody mężczyzna w niebieskim garniturze o starannie ułożonych brylantyną włosach. Widziałem ten jasnoniebieski garnitur w ubiegłym roku w Vistuli, kosztował osiemset dziewięćdziesiąt dziewięć złotych i dziewięćdziesiąt groszy w promocji, minąłem go bez słowa. Nigdy bym nie założył takiego garnituru. Mężczyzna ma buty ciemnobrązowe, starannie wypastowane, lśniące. Koszula biała, krawat granatowy w biało-czerwone pasy, obowiązkowa poszetka w brustaszy. Głowa wysoko podniesiona, w ręku biała filiżanka, pije kawę. Najmniejszy palec wystawiony do przodu i sterczący. Wygląda trochę jak prezenter telewizyjny, trochę jak początkujący mówca motywacyjny. Garnitur ponoć dobrze leży w trzecim pokoleniu. On jest pierwszym. Ale stara się, to już coś.
Blondyn patrzy na ładną blondynkę. Ja na nią nie patrzę, co najwyżej zerkam od czasu do czasu, bo siedzi mi za plecami.