– Arévalo chciałby zrobić z Gwatemali demokrację taką jak w Stanach, kraju, który podziwia i uważa za model. Marzyciele bywają zazwyczaj groźni i w tym sensie doktor Arévalo jest groźny. Jego projekt nie ma najmniejszej szansy powodzenia. Jak miałby stać się nowoczesną demokracją kraj o trzech milionach mieszkańców, z których siedemdziesiąt procent to niepiśmienni Indianie, dopiero co wyrośli z pogaństwa albo jeszcze w nim tkwiący, gdzie na jednego lekarza przypada trzech albo czterech szamanów? Kraj, w którym biała mniejszość, głównie latyfundyści – rasiści i wyzyskiwacze – gardzi Indianami i traktuje ich jak niewolników? Wojskowi, z którymi rozmawiałem, też wydają się zanurzeni po uszy w dziewiętnastym wieku i w każdej chwili gotowi do puczu. Prezydent Arévalo przeżył już kilka buntów wojskowych i udało mu się stłumić je wszystkie… Podsumowując, o ile jego wysiłki, by uczynić ze swojego kraju nowoczesną demokrację, wydają mi się płonne, to każdy krok w tym kierunku, nie oszukujmy się, będzie dla nas bardzo szkodliwy.