Cały ten błękit
Mélissa Da Costa — Literatura

Patrzy na siebie w lusterku wstecznym. Na brązową brodę, na kryjące się pod zarostem dołeczki w policzkach, na piwne oczy w kształcie migdałów. Od niedawna zaczynają mu się pojawiać zmarszczki w kącikach oczu. Kurze łapki. Bardzo nieznaczne. Jest pewien, że oprócz niego nikt ich nie zauważa. Obserwuje wyraz niepokoju na swojej twarzy, fałdę na czole.

W rzeczywistości nigdy w to nie wierzył. Nigdy nie wyobrażał sobie, że ktoś odpowie na jego ogłoszenie. Nie dziewczyna w każdym razie. Właśnie to go tak bardzo niepokoi. Laura co prawda miała w sobie szaleństwo, spontaniczną i niecodzienną stronę osobowości, ale nigdy, przenigdy nie odpowiedziałaby na taką wiadomość. Nigdy nie wyruszyłaby na taką przygodę. A jednak Laura była najbardziej wyemancypowaną, najbardziej bezceremonialną dziewczyną, jaką kiedykolwiek spotkał. W każdym razie Laura z początku znajomości. Ta, w której zakochał się po uszy.

Z rozmyślań wyrywa go dzwonek telefonu. Na ekranie migocze słowo „Mama”. Odczekuje trzy długie sekundy i dopiero wtedy odbiera.

– Émile? Gdzie jesteś?

– Wszystko w porządku, mamo. Robię zakupy. Co się stało?

– Poszłam do twojej kawalerki. Dzwoniłam, ale nie otwierałeś…