Cham z kulą w głowie
Ziemowit Szczerek — Literatura

Piramidy, to egipskawe, to azteckawe, to znów pełne jakichś innych egzotycznych odniesień. Gigantyczne obeliski wyryte piktogramami w stylu późnej szukalszczyzny – bo cała ta Nowa Warszawa, jak ją nazywano, uzyskała taki kształt, jaki uzyskała, właśnie dzięki przyjęciu zermatyzmu jako państwowo uświęconej ideologii. W czasach, gdy Stanisław Szukalski był nadministrem kultury i polskim mężem opatrznościowym. Pamiętasz jeszcze, Kary, z dzieciństwa jego natchnione przemowy z czasów, gdy Polska otworzyła się na zasady amerykańskiej liberalnej gospodarki i gdy do Polski zaczął napływać kapitał, ale wykwitom tego kapitału należało, jak wymagał tego nadminister Szukalski, „nadawać polską formę”. Każdy, kto inwestował, musiał budować tak, jak chciał Szukalski. Czyli w gruncie rzeczy tak, jak Szukalski zaprojektował, bo człowiek ten swojej obsesji nie odstępował na krok, a wpływ na wszystko musiał mieć ostateczny. A polska forma, zgodnie z jego naukami, była formą światową. Bo przecież my wszyscy z Zermatt, a wcześniej – z Pacyfiku i Atlantyku, z Ameryk i Syberii, z Azji i Afryki.