Ulice, długi ciąg kamienic z jednej i torowisko z drugiej strony, wypełniał, jak trąbili partrioci, idąc za krwioziemczą teorią, która wyjątkowo się w Polsce przyjęła, polski wiril. Wypełniał po brzegi, po samo niebo, a może i wyżej, po sam kosmos, wciskał się między budynki i w bruk, nadając Warszawie – polskiej stolicy – polskość. Był tu, jak się mówi, od zawsze, nie wypchnął go stąd wiril rosyjski, niemiecki, ba, nawet żydowski, choć niektórzy odmawiali Żydom posiadania wirilu. „Nie mylcie babilonu i burdelu z wirilem” – mówili niektórzy obozowcy, krwioziemcy, falangiści i inni.
Ale cóż, myślałeś, przynajmniej w centrum ciemno nie jest, rozświetla Warszawa ciemne Mazowsze, ten koniec świata już na samym początku Polski, bo ileż stąd jest do pomorskiej, niemieckiej granicy: niedaleko.