Cherub
Przemysław Piotrowski — Kryminalne i sensacyjne

PRO­LOG

W sali pano­wał pół­mrok. Przez uchy­lone okna wkra­dało się blade świa­tło księ­życa, a wraz z nim zapach wio­sny. Ze wszyst­kich pór roku naj­bar­dziej lubił wła­śnie wio­snę. Koja­rzyła mu się z wcze­sną mło­do­ścią, którą spę­dził na wsi. Z uśmie­chem i śpie­wem pta­ków. Z pola­nami peł­nymi kolo­ro­wych kwia­tów i muczą­cymi kro­wami. Nie zno­sił jesieni. To jesie­nią wyda­rzyła się tra­ge­dia, która zmie­niła jego życie w pasmo udręki i cier­pie­nia. Dziś wspo­mnie­nia z tam­tych odle­głych dni były mgli­ste i mętne niczym kałuża po burzy. Poczuł, jak po policzku spływa mu łza. Wytarł ją pal­cem i nacią­gnął pościel pod brodę. Wtedy usły­szał za ple­cami kroki. Wie­dział, kto to.

Przy­ja­ciel deli­kat­nie uniósł koł­drę i poło­żył się obok niego. Sprę­żyny w wysłu­żo­nym łóżku zło­śli­wie zaskrzy­piały, ale gdy tylko przy­jął odpo­wied­nią pozy­cję i szczel­nie okrył się pie­rzyną, znów zale­gła cisza.

– Jutro twój wielki dzień – szep­nął mu do ucha. – Ile na niego cze­ka­łeś?

– Trzy­na­ście lat i sto osiem­dzie­siąt dwa dni.

– Szmat czasu.

– Tak… szmat czasu.