Ciemno, prawie noc
Joanna Bator — Literatura

Gdy fabryka działała, powietrze wokół miało chemiczny, słodkawy zapach, taki sam jak namoczone w wodzie kartki z obrazkami, którymi moja siostra ozdabiała drzwi w naszym domu. Fiołki i konwalie z kalkomanii, przejrzyste i delikatne jak naskórek, Ewa z dłońmi zanurzonymi w wodzie. Uderzyła mnie siła tego obrazu, który nagle pojawił się pod moimi powiekami niczym duch z węglowego pyłu i łez.

Na postoju pod dworcem stała jedna taksówka, rozpaczliwie wyglądająca stara łada, a gdy wsiadłam i podałam adres, kierowca spojrzał na mnie przez ramię z pretensją albo przyganą. Może wolałby pojechać gdzie indziej. Miał twarz kogoś, kto tuż przed snem je odsmażane mięso i śni koszmary, a potem budzi się o czwartej rano, by zapalić papierosa w pokoju o zaciągniętych zasłonach, pełnym ciężkich mebli i kurzu.

– Mocniej! – warknął i ponownie trzasnęłam drzwiami.