Ciemno, prawie noc
Joanna Bator — Literatura

Po kąpieli i podziemnym koncercie postanowiłam obejść wszystkie pomieszczenia, by przekonać się, na co stać tę ruderę i na co stać mnie, Alicję Pancernika. Na piętrze były dwie sypialnie, jedna należała kiedyś do mnie i Ewy, i tu, na starym dwuosobowym łóżku z dębową ramą i wiekowym materacem, zamierzałam nadal sypiać podczas tego pobytu. Stolik, przy którym kiedyś odrabiałyśmy lekcje, dwa krzesła, pusta szafa, dywanik z gałganków, nic więcej. Druga sypialnia była od lat pusta, stało tam tylko pozbawione materaca metalowe łóżko, smutne jak wrak łodzi porzucony na mieliźnie. Kiedyś, w czasach, których nie pamiętam, dzielili je rodzice, ale potem ojciec przeniósł się na dół i od tamtej pory gabinet pełnił jednocześnie funkcję jego sypialni, jadalni i kryjówki przed światem. Tam poszłam w następnej kolejności, po schodach tak skrzypiących, że bałam się, iż zapadną się pod moim niewielkim ciężarem. Irytowała mnie banalność rozpadu, bo może w głębi duszy oczekiwałam, że ten dom będzie umierał w jakiś ciekawszy i mniej przewidywalny sposób. Gdy otworzyłam drzwi pokoju ojca, zgęstniały czas uderzył we mnie jak fala.