Ciemno, prawie noc
Joanna Bator — Literatura

Nie zdradził tego nawet Marusi, choć kochał ją skrycie. Tylko Hans ma prawdziwą mapę. Dzięki niej znajdziemy perły księżnej Daisy, ostatniej pani na Zamku Książ. Perły, Wielbłądko! Tylko one się liczą”. Zdaniem mojej siostry cały skarb Hitlera nie był tak ciekawy jak sześciometrowy sznur najdoskonalszych pereł, lśniących niczym ugniecione w kulki światło księżyca. Gdybyśmy go miały, spełniłyby się nasze marzenia, życie stało się jasne i czyste jak ogród po wielkim deszczu. Tak mówiła Ewa, a ja jej wierzyłam, bo gdy wymawiała słowa takie jak „ogród”, „wielki deszcz”, „perły”, widziałam ociekające wodą kępy floksów i strzępiaste georginie lśniące w nagle rozbłysłym słońcu jak z dobranocki. „Słuchaj, Wielbłądko, siuśmajtko, słuchaj, meine kleine!” Miś z NRD unosił łapę, kiwał głową, jego oczy ożywały. „Nasz rudy Hans jest dobrym Niemcem. Nie zabijał dzieci, piesków ani kotków, meine kleine, nie palił w piecach dzidziusiów, o nie, i gdyby to od niego zależało, skarb ukryty pod Zamkiem Książ należałby już do nas”. Głos Hansa wydobywał się z mojej siostry: „Ja, ja, meine kleine, mówcie tylko, czego chcecie, zamknijcie oczy i ein, zwei, drei!”. Moja siostra wiedziała, czego chce.