Rudy Hans z NRD rzucał się na mnie, łaskocząc tak, że krztusiłam się ze strachu i śmiechu jednocześnie. Wierzyłam, że Ewa obroni mnie przed kotojadami, bo oprócz niej nie miałam nikogo. Nie rozumiałam, jak bliskie było niebezpieczeństwo nawet wtedy, gdy moja siostra przestała jeść i spać, gdy stała nago w otwartym oknie naszej sypialni i powtarzała: „W tym czarnym czarnym domu był czarny czarny stół w tej czarnej czarnej trumnie był biały biały trup na trupie pereł sznur wielbłądko siuśmajtko módl się do matki boskiej kury nioski czarny dom czarna trumna biały trup”. Powtarzała tak szybko, że zaczynałam płakać, bezradna i przerażona, a ona prosiła: „Zabierz mnie do weterynarza i uśpij, siostrzyczko. A potem rzuć mnie na pożarcie krokodylom, daj ich skórę do wyprawienia i biegnij w świat w krokodylich bucikach. Nie oglądaj się za siebie”.
Pluszowy miś leżał teraz zapomniany i nasiąknięty wilgocią i patrzył na mnie w świetle latarki. Gdyby miał powieki, zamknęłabym mu oczy. Nie przyjechałam tu opłakiwać mojej siostry, bo to będę robić do końca życia, nieprzerwanie i z coraz większą wprawą. Wróciłam, by zrozumieć, co się stało.