– No naprawdę, człowieku – powiedział cicho Vinson.
Concannon ryknął śmiechem. Dennis skrzywił się boleśnie.
– Concannon – szepnął. – Kocham cię jak przyjaznego ducha, ale psujesz mi haj.
– Przepraszam, chłopaku – rzucił Concannon z uśmiechem.
– Lin – wymamrotał Dennis, trwając w doskonałym bezruchu. – Proszę, nie czuj się urażony. Muszę teraz odpocząć. Miło było mi cię poznać. – Odwrócił lekko głowę w stronę Vikrama.
– Vikram – mruknął dźwięcznym, wibrującym basem. – Proszę, nie hałasuj. Psujesz mi haj, człowieku. Będę wdzięczny, jeśli się uciszysz.
– Oczywiście. Przepraszam.
– Billy Bhasu? – dodał Dennis cicho.
– Tak?
– Pieprzyć lody.
– Pieprzyć lody?
– Pieprzyć lody. Nikt nie dostanie lodów. Nie dziś.
– Tak jest.
– Czy zrozumieliśmy się w kwestii lodów?
– Pieprzyć lody, Dennis.
– Nie chcę słyszeć słowa „lody” przez co najmniej trzy miesiące.
– Tak jest.