Cień góry
Gregory David Roberts — Literatura

– No naprawdę, człowieku – powiedział cicho Vinson.

Concannon ryknął śmiechem. Dennis skrzywił się boleśnie.

– Concannon – szepnął. – Kocham cię jak przyjaznego ducha, ale psujesz mi haj.

– Przepraszam, chłopaku – rzucił Concannon z uśmiechem.

– Lin – wymamrotał Dennis, trwając w doskonałym bezruchu. – Proszę, nie czuj się urażony. Muszę teraz odpocząć. Miło było mi cię poznać. – Odwrócił lekko głowę w stronę Vikrama.

– Vikram – mruknął dźwięcznym, wibrującym basem. – Proszę, nie hałasuj. Psujesz mi haj, człowieku. Będę wdzięczny, jeśli się uciszysz.

– Oczywiście. Przepraszam.

– Billy Bhasu? – dodał Dennis cicho.

– Tak?

– Pieprzyć lody.

– Pieprzyć lody?

– Pieprzyć lody. Nikt nie dostanie lodów. Nie dziś.

– Tak jest.

– Czy zrozumieliśmy się w kwestii lodów?

– Pieprzyć lody, Dennis.

– Nie chcę słyszeć słowa „lody” przez co najmniej trzy miesiące.

– Tak jest.