– To Billy Bhasu – oznajmił, wskazując małego, bardzo drobnego mężczyznę o jasnej skórze, siedzącego po drugiej stronie nieruchomej postaci. Billy Bhasu złożył dłonie w pozdrowieniu i wrócił do czyszczenia fajki. – Billy Bhasu jest dostarczycielem – wyjaśnił Vikram. – Dostarcza wszystko, czego chcesz. Wszystko, od dziewczyny po lody. Dostarczy ci to w tej chwili. Poproś go o coś!
– Nie chcę...
– Billy, dostarcz Linowi lody!
– W tej chwili – powiedział Billy, odkładając chillum.
– Nie, Billy – rzuciłem, unosząc dłoń. – Nie chcę lodów.
– Przecież je uwielbiasz! – zaprotestował Vikram.
– Ale nie aż tak, żeby kogoś po nie posyłać. Siadaj, człowieku.
– Jeśli ma nam coś dostarczyć – odezwał się Concannon z mroku – to ja głosuję na lody i dziewczynę. Dwie dziewczyny. Ale biegusiem, kurwa.
– Słyszysz, Billy? – ponaglił Vikram. Podszedł do mężczyzny i zaczął go ściągać z łóżka, ale w tej samej chwili postać leżąca na łożu odezwała się, a Vikram zamarł, jakby spojrzał w lufę broni.
– Vikram – powiedział leżący. – Psujesz mi haj.
– O cholera! O cholera! O cholera! Przepraszam, Dennis – rzucił gorączkowo Vikram. – Przedstawiałem Lina chłopakom i...