Co przyniesie jutro
Mélissa Da Costa — Literatura

I tym razem nie komentuje szalonej decyzji, którą podjęłam w ciągu zaledwie kilku dni, choć moja rodzona matka nie powstrzymałaby się od paru kąśliwych uwag.

– Dobrze ci tam? – pyta po prostu.

Nie, nie jest mi dobrze. Ani tu, ani nigdzie indziej. Choć może nie jest tu najgorzej, więc przytakuję.

– Byłaś w mieszkaniu? – pytam.

– Jeszcze nie.

Domyślam się, że podobnie jak ja nie ma na to ochoty, i ją rozumiem. To jest wciąż zbyt świeże.

– Pojedziemy z Richardem.

– Tak będzie najlepiej.

Zapada cisza. Nie wiem, co jeszcze mogłabym dodać, ona najwyraźniej też. W końcu pierwsza przerywa milczenie:

– Mogę tam posprzątać, jeśli chcesz. Będzie czysto na twój powrót.

– Nie ma sensu.

– Dlaczego?

– Nie zamierzam wracać.

Słyszę, jak przełyka ślinę.

– Zamierzasz je wynająć… w międzyczasie? – Jest przekonana, że prędzej czy później wrócę, choć wiem, że nie potrafiłabym już tam mieszkać. – Dzięki temu miałabyś pieniądze… Przecież będziesz teraz płacić czynsz za dom w Owernii…

– Masz rację… To dobre rozwiązanie.

Ufam Anne. Potrafi zachować zimną krew i trzeźwość myśli pomimo bólu i się zobowiązuje:

– Zajmę się tym jeszcze w tym tygodniu.

– Dobrze.