1
Słyszę trzask rozgniatanej czaszki, a potem ochlapują mnie krople krwi.
Gwałtownie cofam się na chodnik, jednak zahaczam obcasem o krawężnik. Chcąc utrzymać równowagę, chwytam się słupka z tabliczką „Zakaz parkowania”.
Ten mężczyzna jeszcze kilka sekund temu stał tuż przede mną. Wraz z innymi przechodniami czekaliśmy na zmianę świateł na przejściu, on jednak ruszył za wcześnie i wpadł pod ciężarówkę. Skoczyłam do przodu, próbując go zatrzymać, ale złapałam tylko powietrze. Zamknęłam oczy, by nie widzieć głowy miażdżonej pod kołami, lecz nie uchroniło mnie to przed dźwiękiem, który przypominał wystrzał korka od szampana.
Pospieszył się, zagapiony w ekran telefonu, pewnie już setki razy przechodził w tym miejscu. Zginął przez rutynę.
Słychać westchnienia, ale żadnych krzyków. Z ciężarówki wyskakuje kierowca i klęka obok ofiary. Wycofuję się, widząc, że kilka osób spieszy z pomocą. Nie muszę patrzeć na ciało, by wiedzieć, że mężczyzna nie przeżył. Wystarczy, że spojrzę na swoją jeszcze przed chwilą białą bluzkę i pokrywające ją plamy krwi, i już wiem, że ofierze bardziej przyda się karawan niż karetka.