Papierowy ręcznik ląduje w koszu. Jeremy wpycha dłonie do kieszeni. Nagle wydaje się jeszcze bardziej przygnębiony. Patrzy mi w oczy, ale jego myśli są wyraźnie gdzie indziej.
– Pięć miesięcy temu wyciągnąłem z jeziora ciało mojej ośmioletniej córki.
Gwałtownie nabieram powietrza, przyciskając dłoń do szyi. To nie jest przygnębienie. To jest rozpacz.
– Wybacz – proszę cichym głosem. Naprawdę jest mi przykro, że byłam taka ciekawska. A także z powodu jego córki.
– A ty?
Opiera się o umywalkę, wyraźnie spragniony rozmowy. Czekał na nią. Czekał na chwilę, gdy spotka kogoś, przy kim to, co przeżył, wyda się mniej tragiczne. Tak właśnie bywa, gdy doświadczy się najgorszego. Szuka się tych… tych, którym było gorzej… i wykorzystuje się ich do tego, by poczuć się lepiej z własnymi doświadczeniami.
Przełykam głośno ślinę, bojąc się odezwać, bo naprawdę nie przytrafiło mi się nic aż tak tragicznego. Wstydzę się przyznać nawet do ostatniego dramatu, ponieważ wydaje mi się błahy.
– Tydzień temu zmarła moja matka.
Jego reakcja nie przypomina mojej. W ogóle nie reaguje na moje zwierzenia, być może dlatego, że moje przeżycia nie są gorsze niż jego. Taka prawda. Wygrał.
– Jak to się stało?