Znikał wówczas na całe wieczory i Judith sądziła, że to przez nią i jej pytania, na które najpewniej nie miał ochoty odpowiadać. Pozostawał jej więc do towarzystwa Serafin. Szła do jego pokoju, kładła się na wąskim łóżku i prosiła, by poczytał jej bajkę. Mogła zrobić to sama, ale kiedy słuchała niskiego, ale ciepłego głosu brata, znowu czuła się jak kiedyś, gdy była małym dzieckiem. Przymykała powieki i wyobrażała sobie, że ma pięć lat, mama jest zdrowa, w domu niczego nie brakuje, a śmierć stanowi abstrakcję. Brat najczęściej sięgał po opowieści braci Grimm i wybierał te najstraszniejsze, po których albo nie mogła zasnąć, albo też śniły się jej zjawy, potwory i czarownice. A jednak lubiła wracać myślami do tamtych czasów, bo o poranku owe okrutne istoty znikały, a zza ściany dobiegał do jej uszu śmiech matki. Teraz panowała albo złowroga cisza, albo słyszała rzężenie swojej rodzicielki, która dogorywała w sypialni obok. Tak, w ciągu ostatnich miesięcy w ich pięknym i tętniącym życiem domu wiele się zmieniło, a ona mogła być radosnym i szczęśliwym dzieckiem tylko wówczas, gdy zamykała oczy i uciekała w świat fantazji.