Tamtej nocy miałem problemy z zaśnięciem – może dlatego, że puste łóżko przypominało mi samotne życie, które niegdyś wiodłem. Obawiałem się, że nie zmrużę oka, ale w pewnym momencie sen w końcu mnie zmorzył. Nie na długo. Kwadrans, może dwa po tym, jak zasnąłem, obudziła mnie komórka.
Wibrowała na szafce nocnej, ale miałem wrażenie, jakby to rzeczywistość drgała.
Jęknąłem, żałując, że wyrwano mnie z błogiej nicości snu, którego już nie pamiętałem. Dopiero po chwili zreflektowałem się, że najpewniej dzwoni Aneta, by powiedzieć, że bezpiecznie wylądowała.
Spojrzałem na wyświetlacz i przekonałem się, że mam kilka nieodebranych połączeń. Może spałem mocniej i dłużej, niż mi się wydawało. Zmrużyłem oczy, rozdrażniony blaskiem wyświetlacza i faktem, że to nie narzeczona próbowała się ze mną skontaktować, ale mój ojciec.
Jedna z ostatnich osób, z którymi chciałbym rozmawiać. Szczególnie w środku nocy.
Mimo to przesunąłem palcem po ekranie.
– Tak? – zapytałem.
– Chryste… – powiedział na wydechu ojciec. – Myślałem…
– Co się dzieje?
– Myślałem, że jesteś na pokładzie tego samolotu.