Czarna Madonna
Remigiusz Mróz — Literatura

Podsunąłem się do wezgłowia i włączyłem nocną lampkę. Wyraźna ulga w głosie ojca była niepokojąca, należał bowiem do wyjątkowo powściągliwych osób. Nie popadał w egzaltację nawet wtedy, kiedy sytuacja tego wymagała. Z punktu widzenia przeciętnego rozmówcy była to niewątpliwa zaleta – z punktu widzenia syna niekoniecznie.

– Nie poleciałem – odparłem, jeszcze niedobudzony. – Aneta w końcu dała się przekonać, żeby…

– Była tam?

Czas przeszły był jak cios prosto między oczy. Odchrząknąłem nerwowo.

– Co się dzieje? – powtórzyłem. – O co chodzi?

Milczał, ale słyszałem, jak łapczywie nabiera tchu. Zupełnie jakby dopiero wynurzył się spod wody po próbie pobicia rekordu w czasie nurkowania.

– Halo? – ponagliłem go.

Wiedziałem już, z czego wynika moja irytacja. Nawet gdyby powiedział mniej, a mój umysł wzbraniałby się przed zrozumieniem implikacji tego telefonu, pojąłbym, że wydarzyła się tragedia.

– Stracili kontakt z maszyną – oznajmił.

Nie odpowiedziałem.

– Włącz NSI – poradził. – Trwa relacja na żywo.