Czarna Madonna
Remigiusz Mróz — Literatura

Przejęty głos prowadzącego nocne pasmo informacyjne zdawał się złowróżbny, jakby mężczyzna zaraz miał zapowiedzieć huk siedmiu archanielskich trąb zwiastujących koniec świata.

Być może w pewnym sensie tak było. Przynajmniej dla mnie.

– Są jakieś hipotezy? – zapytałem, wciąż zbity z tropu. – Wiedzą, co się stało?

– Mogło dojść do awarii transpondera. Rozważają też porwanie…

Nie wspomniał o najbardziej prawdopodobnej przyczynie, która sama się nasuwała. Byłem mu za to wdzięczny. Gdybym usłyszał z jego ust słowo „katastrofa”, zapewne byłoby mi jeszcze trudniej ogarnąć umysłem to, co się działo.

– Za kwadrans oświadczenie ma wydać rzecznik linii lotniczych – dodał.

Spojrzałem na zegarek, zastanawiając się, ile osób w środku nocy będzie słuchało przedstawiciela Air Hibernia. Zapewne niewiele, większość rodzin nie miała pojęcia, że coś złego stało się z ich bliskimi. Prześpią tę noc spokojnie. Jako jedną z ostatnich.

Rano zacznie się gehenna.

– Takie awarie się zdarzają – dodał ojciec.

– Transpondera?

– Oczywiście.