Nie sądziłem, by to było przyczyną braku sygnału. Może przemawiał przeze mnie pesymizm, a może fakt, że od pewnego czasu media skrupulatnie relacjonowały każdy przypadek zaginięcia samolotu.
Nie trzeba było kończyć zaawansowanego kursu z astronautyki, by wiedzieć, że na pokładzie każdej maszyny znajduje się zapasowy transponder. Wystarczyło śledzić doniesienia choćby na temat katastrofy samolotu EgyptAir lecącego z Paryża do Kairu.
Przez moment obaj milczeliśmy, słuchając dziennikarza NSI. Podawał wciąż te same informacje, nie siląc się nawet na szukanie synonimów. W materiale wideo powtarzały się ujęcia z wrocławskiego lotniska, wykonane przy jakiejś innej okazji. Na pierwszym planie widoczny był dreamliner LOT-u, w oddali startowała maszyna Air Hibernia, być może ta sama, którą dziś leciała Aneta.
Ledwo ta myśl nadeszła, poczułem chłód na całym ciele, jakby ktoś otworzył wszystkie okna w mieszkaniu. Mimowolnie potarłem ręce.
– Próbowałeś do niej dzwonić? – zapytałem.
– Kilkakrotnie. Nie ma sygnału.
Milczałem.
– To jeszcze nic nie znaczy – dodał. – Tak naprawdę nic jeszcze nie wiemy.
Wiedzieliśmy jednak dużo więcej, niż byliśmy w stanie przyznać.