Nela oczywiście reagowała inaczej. Chlew nie robił na niej żadnego wrażenia. Wchodziła do mieszkania z uśmiechem, jakby już od progu ciesząc się, że trafili im się tacy pracodawcy, u których praca nigdy się nie skończy, ponieważ nie potrafią utrzymać porządku. Brudne naczynia zostawiali zawsze tam, gdzie kończyli jeść, czyli najrzadziej na stole, bo jadali wszędzie, tylko nie w jadalni. Ubrania rzucali tam, gdzie się rozebrali. Opatrzone markowymi metkami części garderoby zwisały w nieładzie z jadalnianych krzeseł, zaścielały podłogę w sypialni i w innych pomieszczeniach. Białe ręczniki, użyte z pewnością tylko raz, też leżały gdzie popadnie. Matka często ganiła ją za to, iż nie potrafi utrzymać porządku we własnym pokoju. Nie chciała uwierzyć, że w porównaniu ze swoimi pracodawcami córka była ucieleśnieniem pedanterii i aptekarskiej dokładności.