– A tam… – sapnęła Nela, chociaż już jakiś czas temu poradziła sobie z zadyszką. – Popatrz na nią – wskazała wzrokiem na zdjęcie. – I popatrz na siebie – tym razem spojrzała w jej kierunku. – A teraz na mnie.
Nela tym razem nie spojrzała na siebie i widać było, że nie znajduje żadnej przyjemności w oglądaniu swych kształtów.
Zamilkła. Zupełnie nie wiedziała, co powiedzieć.
– Przecież ja nie mam szans na żaden ślub. Nawet taki byle jaki – Nela wskazała głową w kierunku fotografii przedstawiającej polinezyjski raj na ziemi i dziwaczny ślub.
– A co ty tam wiesz – usiłowała zbagatelizować podły nastrój przyjaciółki.
– Pewnie wiem mało, ale jedno na pewno… – Nela nieoczekiwanie przerwała rozpoczętą kwestię.
– Jedno, czyli…? – powtórzyła, zachęcając ją do zwierzeń.
– Czyli to, że chciałabym mieć kiedyś ślub – Nela przyznała się do swych marzeń. – Taki piękny, prawdziwy, w kościele… Z kimś, dla kogo naprawdę nie będzie ważne, jaki rozmiar noszę… Chciałabym, gdy będę szła przez kościół, tak powoli, żeby rodzice byli ze mnie dumni… Żebym sama była z siebie w końcu zadowolona… Nie to co teraz…