Może wzięli, może nie wzięli… Kto ich tam wie… – pomyślała, po czym głośno wypowiedziała swą myśl.
– Kto ich tam wie… – użyła sformułowania mamy.
Nigdy za nim nie przepadała, ponieważ w ustach mamy brzmiało zawsze prześmiewczo. Poza tym nie miała ochoty zastanawiać się nad kwestią, która jej nie obchodziła. Miała w nosie to, czy „burdelarze” wzięli także zwyczajny ślub. To nie była jej sprawa.
Nela nie odezwała się, tylko westchnęła ciężko i pesymistycznie.
– Co jest? – zapytała ją natychmiast przyjaciółka.
– Nic – odpowiedziała szybko Nela i westchnęła identycznie jak poprzednio.
– Mamy jeszcze trzy minuty, więc mów, o co chodzi – poprosiła dość stanowczym tonem.
Nela milczała jak zaklęta.
– No! Mów! Coś leży ci na wątrobie?
– Właśnie chodzi o to, co mi leży na wątrobie – to mówiąc, Nela spojrzała na siebie krytycznie i skrzywiła się z widocznym niesmakiem.
– Tyle razy już ci powtarzałam, że rozmiar jest nieważny – zażartowała.
Niestety jej słowa trafiły w próżnię, bo mina przyjaciółki nie zmieniła się ani trochę.