Dziś jednak było jej zbyt zimno, by głowić się nad tym charakterystycznym dla przyjaciółki rozdwojeniem osobowości. Poza tym każde dziwactwo Neli z pewnością miało dobre wytłumaczenie. Suma wszystkich cech Neli czyniła z niej kogoś naprawdę wyjątkowego. Kogoś, kto nigdy nie przejmuje się tym, co ludzie sobie pomyślą, bo uważa, że najważniejsze jest to, co sami sądzimy. Właśnie tę zaletę ceniła w przyjaciółce najbardziej.
Z budynku uczelni wychodzili ludzie z roku, żegnając się zdawkowym, zamarzającym w styczniowym powietrzu „cześć”, „pa” lub „do zobaczenia”. Odprowadzała wszystkich beznamiętnym wzrokiem, myśląc o tym, że choć przed czasem, to jednak oddali niekompletne i pełne błędów prace. Zresztą pewnie tak jak ona. W jej odpowiedziach też zwykle czegoś brakowało albo traktowała podane na testach zadania zbyt ogólnie, niedokładnie.
– Julka, dlaczego czekasz na zewnątrz? – usłyszała zmartwiony głos przyjaciółki.
– Chciałam się przewietrzyć.
– Będę cię miała na sumieniu, jeśli się przeziębisz – podsumowała przerażona wizją choroby Nela.
– Nie martw się. Złego licho nie bierze – odparła szczerze, chociaż przemarzła do szpiku kości.