Czas zdrajców
Marek Krajewski — Kryminalne i sensacyjne

Ten trzydziestodwuletni dandys wyjął z kieszonki munduru chusteczkę pachnącą ulubioną wodą kolońską 4711. Kilkakrotnie pokręcił przy tym korbką w drzwiach auta, aby zasunąć szybkę w oknie wyglancowanego dwuletniego mercedesa 230. Odetchnął z ulgą. W jakże prosty sposób odciął się od smrodu tego upadłego miasta!

Nie chciał się jednak odcinać od widoku jego mieszkańców. Za chwilę pewnie pojawią się za bagażnikiem jego automobilu, który teraz blokował ruch na moście. Zaraz ujrzy ich szerokie, słowiańskie, niechlujne, bo na ogół nieogolone, twarze. Fascynowali go i napełniali obrzydzeniem w równym stopniu jak wszy, które – nawiasem mówiąc – dopiero tutaj, w Polsce, wczoraj ujrzał po raz pierwszy w życiu na pewnym żydowskim kołnierzu.

Jego adiutant i kierowca SS-Unterscharführer Klaus Döring dotknął dźwigni sprzęgła przy kierownicy. Chciał ruszyć, ale Ronigger go powstrzymał, widząc, że za automobilem już zaczynają przystawać kolejne pojazdy.

– Stój! Ale ostro przygazuj! No, dawaj! Dawaj!