– Widzę, że nie podano adresu prywatnego.
– Zastrzeżony. – Hole kciukiem wskazał za siebie. – Próbowali już nachodzić mnie w domu.
Ponownie dały się słyszeć pogardliwe okrzyki wśród publiczności.
– Czy składał pan już wcześniej przyrzeczenie, Hole? Przysięgę?
– Tak.
Głowa Krohna zakołysała się jak u plastikowego pieska z rodzaju tych, jakie niektórzy właściciele samochodów lubią stawiać na półce z tyłu. Adwokat gorączkowo przerzucał dokumenty.
– Pracuje pan w Wydziale Zabójstw jako śledczy, sierżancie Hole – stwierdził Groth. – Dlaczego przydzielono panu tę sprawę?
– Z powodu błędnej oceny sytuacji – odparł Hole.
– To znaczy?
– Nie przypuszczaliśmy, że Ho Dai przeżyje. Ludziom z pogruchotaną czaszką i częścią jej zawartości na zewnątrz zwykle się to nie udaje.
Krohn spostrzegł, że twarze ławników mimowolnie się krzywią. Ale teraz to już nie miało znaczenia. Znalazł kartkę z ich nazwiskami. I właśnie na niej dostrzegł ten zgrzyt.
[...]