– Oczywiście. Czasami nazywają go pliszką czerwonogardłą. Ale ty pewnie nie potrafisz odróżnić rudzika od czerwonoskrzydłego droździka.
– Owszem. – Harry przesłonił ręką oczy. Czyżby wzrok mu się pogarszał?
– Rudzik to rzadki ptak – ciągnęła Ellen, zakręcając termos.
– Nie wątpię – odparł Harry.
– Dziewięćdziesiąt procent odlatuje na południe, ale nieliczne ryzykują i niby u nas zostają.
– Niby zostają?
W radiu znów zatrzeszczało:
– Punkt kontrolny sześćdziesiąt dwa do HQ. Niezidentyfikowany samochód parkuje przy drodze, dwieście metrów przed zjazdem na Lørenskog.
Z kwatery głównej odpowiedział głęboki głos w dialekcie bergeńskim:
– Moment, sześćdziesiąt dwa, sprawdzamy.
Cisza.
– Przeszukaliście toalety? – Harry skinieniem głowy wskazał na stację benzynową Esso.
– Tak. Stację oczyszczono z klientów i pracowników. Został tylko szef. Zamknęliśmy go w biurze.
– A kasy biletowe?