– A więc usłyszeliśmy to! Zdaniem prezydenta Norwegia odegrała decydującą rolę dla... hm... pokoju na Bliskim Wschodzie. Właśnie w tej chwili prezydent jest w drodze do...
Harry westchnął i wyłączył radio.
– Co się właściwie dzieje z tym krajem, Ellen?
Wzruszyła ramionami.
– Minęli punkt dwadzieścia siedem – zatrzeszczało w krótkofalówce na tablicy rozdzielczej. Harry zerknął na Ellen.
– Wszyscy na posterunkach gotowi? – spytał.
Kiwnęła głową.
– To już zaraz – stwierdził.
Przewróciła oczami. Harry powtórzył to po raz piąty od chwili, gdy kolumna samochodów wyruszyła z lotniska Gardermoen. Z miejsca, w którym parkowali, widać było pustą autostradę, ciągnącą się od punktu pobierania opłat w stronę Trosterud i Furuset. Niebieskie światełko na dachu obracało się leniwie. Harry opuścił szybę i wyciągnął rękę, by strącić pożółkły liść, który utknął pod wycieraczką.
– Zobacz, rudzik – Ellen pokazała palcem. – Tego ptaszka nieczęsto się widuje tak późną jesienią.
– Gdzie?
– Tam. Na dachu tej budki.
Harry nachylił się i spojrzał przez przednią szybę.
– Ach tak, więc to jest rudzik?